04 sierpnia 2021

System technoepistemologiczny

 Przyglądając się różnym terminom i koncepcjom, związanym z gromadzeniem, przetwarzaniem i upowszechnianiem wiedzy, zauważam wiele punktów wspólnych. Nie chcąc więc gubić w różnych koncepcjach, ani stosować czyjegoś określenia, myślę o własnym -- czytelnym dla mnie -- opisie systemu, jakim się posługuję.

Co jednak najistotniejsze, całość jest na etapie formatywnym. Dopiero się kształtuje i wiele jeszcze może zmienić. Ponadto, zdaję sobie sprawę, że to powoływanie do życia kolejnego potwora terminologicznego, który będzie poruszał się w całym tym uniwersum. Jednakże -- co równie ważne -- buduję własne uniwersum, w którym musi funkcjonować inny system. Nie chcę adaptować innych sposobów, ponieważ nie dość, że nie wszystkie znam, to jeszcze z wieloma się nie zgadzam.

Dlatego, przyglądając się takim koncepcjom jak Drugi Mózg [[Second Brain]], Cyfrowy Ogród Wiedzy [[Digital Knowledge Garden]], Zarządzanie Widzą [[Knowledge Management]] -- i powiązanym z nim terminom Zarządzania Wiedzą Osobistą [[Personal Knowledge Management (PKM)]], Zarządzania Informacją Osobistą [[Personal Information Management (PIM)]], Zarządzania Wiedzą Organizacyjną [[Organisational Knowledge Management (OKM)]], Systemu Zarządzania Nauczaniem [[Learning Management System (LMS)]] -- czy również Sieci Semantycznej [[Semantic Web]] i jeszcze wielu innym, doszedłem do wniosku, że potrzebuję własnego terminu, który pozwoli mi uporządkować to wszystko oraz określić, jak to wygląda w moim przypadku.

Wynika to jeszcze z innej -- bardziej praktycznej -- kwestii. Mianowicie potrzebuję sobie uporządkować narzędzia i metody, jakimi się posługuję, a także praktyki, jakie towarzyszą podczas ich wykorzystywania. Chcę uniknąć momentu, w którym będę miał wszystko do wszystkiego i nie będę wiedział, gdzie co jest i gdzie czego szukać. A właśnie odnajdywalność jeszcze jedną z kluczowych -- i według mnie najważniejszych -- cech dobrego notowania [z25b].

Obsidian -- zettelkasten -- Zotero

Dlatego na tę chwilę określam sobie, że:

  •  Obsidian to będzie dla mnie program do gromadzenia informacji -- a więc mój PIM -- a tym samym program do budowania mojej osobistej wiki, encyklopedii, słownika, repozytorium; będzie zbiornikiem na informacje, które chcę potem odnaleźć, a których nie mogę znaleźć tak po prostu w określonym źródle; będzie to ścieżka zawierająca zapis procesu moich poszukiwań;
  • metoda zettelkasten posłuży mi do gromadzenia wiedzy -- to będzie więc mój PKM -- i utrwalania tego, co wymaga wysiłku poznawczego, przepracowania, przemyślenia, czegoś więcej, niż tylko odnotowania; według mnie bowiem w notowaniu nie ma drogi na skróty [z11/2], a poza tym, jak pisałem wcześniej: notowanie ręczne ma poznawczą przewagę nad notowaniem cyfrowym →;
  • Zotero z kolei to będzie dla mnie skarbnica z zasobami, czyli miejsce, gdzie przechowuję teksty (w formie cyfrowej), informacje na ich temat (i na temat innych, również drukowanych), a także wszelkie inne dodatkowe rzeczy, np. notatki literaturowe.
Całość składa się -- i pewnie w przyszłości jeszcze rozbuduje -- z innych jeszcze elementów. Cały system bowiem obejmuje jeszcze praktyki czytelnicze, praktyki pisarskie (jak chociażby w przypadku tego bloga), o czym pewnie będę jeszcze wspominał.

System technoepistemologiczny


I tak całość nazywam roboczo systemem technoepistemologicznym.

Zastanawiałem się, co wspólnego ma ze sobą wiedza (knowledge) i informacja (information) z systemów PKM i PIM, do czego odwołują wszelkie koncepcje i metody, które opisuje się w odniesieniu do czytania, notowania (to przede wszystkim!) i gromadzenia wiedzy. No i doszedłem do wniosku, że jest tym poznanie.

Idąc dalej, już tropem filozoficznym, stwierdziłem, że epistemologia, jako nauka o wiedzy czy poznaniu, może posłużyć mi do dalszych poszukiwań. Sięgnąłem do źródłosłowu i przyglądając się greckiemu epistḗmē, oznaczającemu 'wiedza, umiejętność, zrozumienie' [Kopaliński 1989: 152; WSJP: epistemologia ↗], dostrzegłem spore podobieństwo do greckiego sýstēma, czyli 'zestawienie, połączenie' [Kopaliński 1989: 494] czy też 'zestaw' [WSJP: system ↗].

A czymże innym jest właśnie nasza wiedza, jak nie zestawem tego, co rozumiemy i wiemy? Tym bardziej działa to na wyobraźnię, kiedy weźmie się pod uwagę zagadnienie hipertekstowej organizacji wiedzy → i wszystkie te linki, leksje i tak dalej.

Dlatego zacząłem poszukiwać pewnego połączenia episteme z systema. Zbitki typu episystem, epistem czy epistema mnie nie zadowalały. Nie brzmią zbyt dobrze (a może teraz tak mi się wydaje). Nie wiem też, dlaczego akurat chciałem stworzyć z tego jedno zgrabne słowo. Może kiedyś się uda, jednak nie będę go teraz na siłę tworzył.

Później jednak dotarła do mnie jeszcze myśl, że przecież istnieje greckie słowo téchnē oznaczające 'sztuka, nauka, rzemiosło' [Kopaliński 1989: 506; WSJP: technika ↗]. Poza tym, w słowie technologia czy też epistemologia pojawia się greckie słowo lógos, czyli 'słowo, nauka' [WSJP: technologia ↗] czy też między innymi 'myśl' [Kopaliński 1989: 306], które jest aż nadto oczywiste, aby go nie wziąć pod uwagę.

STEL


Ostatecznie doszedłem do wniosku, że całość mogę ująć jako system technoepistemologiczny (zastanawiam się tylko czy nie raczej jako techno-epistemologiczny lub techno-epistemo-logiczny) -- w skrócie STEL -- zawierający w sobie komponenty: system, techne, episteme i logos, więc odnoszący się do złożonej struktury, w której obowiązują określone reguły i występują określone mechanizmy (system), dotyczące poznania i wiedzy (episteme i logos), zarówno pod względem teoretycznym (episteme), jak i praktycznym (techne).

Zresztą, co ciekawe, rozróżnia się wiedzę teoretyczną (episteme) od wiedzy praktycznej (techne), choć obie gdzieś się spotykają. Nie będę jednak wchodził na grunt dyskusji filozoficznej, ponieważ już w starożytności się z tym zmierzono ↗. Dla mnie dodatkowym elementem jest to, że gromadzimy wiedzę przy wykorzystaniu technologii, a obecnie już technologii cyfrowej, wykorzystujemy konkretne narzędzia. Zatem wiedza teoretyczna jest również związana z wiedzą praktyczną, dotyczącą tego, jak np. notować i przechowywać pliki z notatkami.

Na marginesie jeszcze dodam, że zauważyłem obecność podobnego terminu, ujętego jako techno-epistemologia (techno-epistemology ↗), w związku z tym przyjrzę się temu jeszcze bliżej i zobaczę, co z tego wyniknie.

Wniosek jednak jest następujący: uporządkowałem sobie nieco myślenie na temat tego, co i gdzie gromadzę, w jaki sposób przetwarzam i gdzie i jak mogę tego szukać. To znaczy, że dostrzegam zasadniczą różnicę między notowaniem w Obsidianie -- który według mnie nie nadaje się do metody zettelkasten -- a notowaniem ręcznym, które obecnie prowadzę według tej metody właśnie.

Co będzie dalej, zobaczymy.

01 sierpnia 2021

Moje podejście do metody Zettelkasten. Wzloty i upadki

Zacznę od tego, że nic nie jest przesądzone. To znaczy, że jeszcze nie zdecydowałem, w jakim kierunku pójdę i przy jakim celu pozostanę. Chcę dać sobie trochę czasu i sprawdzić, co niejako samo z siebie się wydarzy. Jednakże chciałbym udokumentować tę drogę i swoje wątpliwości.

Chodzi mi nie tylko o metodę Zettelkasten, ale w ogóle moje obecne podejście do zbierania informacji, ich przetwarzania w tekst i w ogóle mojej pracy. Mam wrażenie, że po dość intensywnym zrywie, nastąpił mały kryzys i czuję się trochę zblokowany. To znaczy, zaczynam się zastanawiać, może nie tyle czy powinienem kontynuować to, co zacząłem, ile jak to powinno wyglądać w przyszłości.

Otóż zmieniłem podejście do tego, co robię. Właściwie uświadomiłem sobie, jak wiele rzeczy zapomniałem, jak o wielu rzeczach kiedyś nie myślałem oraz jak sporo robiłem źle. Nie tylko w kwestii notowania czy zbierania informacji, ale w ogóle -- czytania i pisania. Cały czas jeszcze się zastanawiam, co z tym zrobić, bo nie do końca jestem zadowolony.

Sądzę, że pewien proces dopiero się zaczął.

Poznanie założeń metody Zettelkasten -- a właściwie wciąż jeszcze ją zgłębiam, bo choć jest prosta, wymaga zmiany myślenia, a więc postawy i nawyków -- i powiązanych z nią rzeczy, np. narzędzi, głównie cyfrowych, wpłynęło na to, jak obecnie wygląda mój rytm pracy. To również spowodowało, że  muszę sobie poradzić z nowym rodzajem i nową ilością informacji, jakie się pojawiają w moim otoczeniu.

Moje notatki Zettelkasten
To są moje notatki tymczasowe, wymagające przepracowania, z ostatnich czterech dni. Czasem notuję niemal każdą myśl, jaka przychodzi mi do głowy...


Do tej pory wykorzystując metodę fiszkową wykorzystałem w zupełnie innym celu, bardziej doraźnie. Dlatego dziennie nie przybywało mi aż tyle fiszek. Informacje były bardziej skategoryzowane, jednorodne. Teraz jest nieco inaczej. A wypracowany przeze mnie w ostatnich dwóch latach sposób pracy -- związany przede wszystkim z pisaniem rozprawy doktorskiej -- wyglądał inaczej.

To znaczy są pewne punkty wspólne, wiele zdobytych w tym czasie umiejętności, wypracowanych nawyków oraz poznanych źródeł wykorzystuję nadal. Jednak coś mi się w głowie przestawiło i teraz sięgam szerzej i bardziej -- jakby to najprościej ująć -- globalnie. W związku z tym czuję, że się pogubiłem i muszę ponownie zrewidować swoje podejście.

Muszę więc uczyć się od nowa -- ewaluować swój system.

Mój plan korzystania z narzędzi tradycyjnych -- papieru i długopisu, przede wszystkim dlatego, że jak pokazują badania, pisanie ręczne pomaga bardziej zapamiętać notowane informacje [1] -- oraz z narzędzi cyfrowych -- między innymi Zotero i Obsidiana sprawia mi trochę kłopotu przede wszystkim kiedy przychodzi etap przetwarzania zebranych informacji i tworzenie tekstu.



Chyba, że źle rozpoznaję problem i raczej mam kłopot z pewnym kryzysem twórczym, czy czymś takim. Po prostu nie potrafię skutecznie napisać planowanego tekstu czy skryptu podcastu. Bardziej wychodzi mi pisanie czegoś takiego, jak ten post, czyli raczej spontanicznego, niezaplanowanego, nierozpisanego wcześniej w punktach tekstu.

Jednakże, jak wspominałem. To moje Laboratorium Myśli. Zatem niech tu dzieją się różne rzeczy. Z czasem zobaczymy, co z tego wyniknie...

___
[1] Umejima, Keita, Takuya Ibaraki, Takahiro Yamazaki, i Kuniyoshi L. Sakai. 2021. „Paper Notebooks vs. Mobile Devices: Brain Activation Differences During Memory Retrieval”. Frontiers in Behavioral Neuroscience 15 (marzec): 634158. https://doi.org/10.3389/fnbeh.2021.634158.

13 lipca 2021

Metoda zettelkasten i hipertekstowa organizacja wiedzy

Przyznaję, że od dłuższego już czasu niemal obsesyjnie myślę o różnych sposobach gromadzenia, przetwarzania i upowszechniania wiedzy. Częściowo jest to spowodowane poznaniem metody zettelkasten, częściowo powrotem do używania aplikacji Obsidian.

Metodę zettelkasten, autorstwa Niklsa Luhmanna [Luhmann b.d.; por. Lüdecke 2015], poznałem parę miesięcy temu. Choć tak naprawdę techniki fiszkowania i gromadzenia notatek w podobny sposób nie są mi obce od lat. Chyba intuicyjnie robiłem w taki sposób, ale nigdy na taką skalę i nigdy w perspektywie długoterminowej – w końcu zettelkasten to ma być katalog na lata czy nawet dekady. Dlatego teraz reformuje swoje myślenie i widzę, że muszę uczyć się wielu rzeczy na nowo.

Całość zajmuje mi też głowę dlatego, że po zeszłorocznym odkryciu aplikacji Obsidian (napisałem w niej czwarty rozdział swojej rozprawy doktorskiej jesienią i zimą ubiegłego roku) powróciłem do niej, chcą wyciągnąć z tego wszystkiego coś więcej. Po prostu tak mi się to spodobało, że chcę więcej i więcej. Aż w pewnym momencie się pogubiłem.

Pogubiłem się tym bardziej, że dowiedziałem się, że istnieje też Roam, Foam, Logseq, Zettlr, TiddlyWiki, że język znaczników Markdown ma szerokie zastosowanie, a do tego, że mógłbym w sumie budować (czy też generować) stronę na GitHubie, zamiast bawić się w siermiężne budowanie strony od podstaw. Tym bardziej, że nauka HTML-a i CSS-a nie idzie mi tak sprawnie, jakbym chciał.

Oglądając wiele (naprawdę wiele) filmów na YouTube nie tylko o metodzie zettelkasten (choć do niej niemal wszyscy się odwołują, niemalże jak do jakiegoś fetysza), ale między innymi o idei Drugiego Mózgu (Second Brain)[Fasel 2015; z16; por. Systematic Mastery 2021], budowaniu zewnętrznej pamięci (external memory – to w sumie z Luhmanna wzięte [Luhmann b.d.; por. Ruchniewicz 2017; z16]), osobistych systemów zarządzania wiedzą (personal knowledge management – PKM) i o wielu wielu innych podobnych rzeczach (o programie Writer i Reader czy idei płynnego tekstu (Liquid Text) już nie będę wspominał), pomyślałem, że to ma bardzo wiele wspólnego z ideą hipertekstu i hipertekstową organizacją wiedzy [o10].

Niby to wszystko takie nowe rzeczy, dopiero co powstałe (wiele z powyższych programów stworzono rok temu), ale tak naprawdę nie do końca. Zastanawiam się trochę, na ile popularność tego wszystkiego bierze się z wydanej w 2017 roku książki Sönke Ahrensa, do której wiele osób się odwołuje, a który właśnie opisuje metodę zettelkasten [por. Ahrens 2017; 2018].

Zresztą, trzeba sięgnąć do znacznie wcześniejszych idei systemów Memex Vannevara Busha (który nazywał to rozszerzeniem możliwości ludzkiego mózgu [por. Engelbart 1962; z15; Pisarski b.d.) oraz Xanadu Teda Nelsona [por. Nelson 1987]. Przypomina mi się jeszcze to co Marshall McLuhan pisał w odniesieniu do mediów, czyli traktowanie ich jako przedłużenie ludzkich zmysłów [por. z14].

Nawet zastanawiam się, na ile Luhmann inspirował się tymi koncepcjami. Zastanawiam się, czy je znał. Dlatego tym bardziej działa mi to na wyobraźnię i tym bardziej interesuje mnie wykorzystanie tego, nawet nie w kontekście literatury elektronicznej (choć to też), ale przede wszystkim wspomnianej już idei GPU, czyli Gromadzenia Przetwarzania Upowszechniania wiedzy [por. o5]. Mam nadzieję, że kiedyś o tym jeszcze dokładnie wspomnę i to opiszę.

Póki co, to sobie tak roboczo nazywam i organizuję. Póki co, to tak naprawdę zalała mnie taka fala informacji, pomysłów i narzędzi, że czuję się trochę bezradny. Nie wiem, co z tym wszystkim zrobić, ponieważ chciałbym spróbować wszystkiego, chciałbym już wiedzieć i umieć i podzielić się z tym ze wszystkimi wokół. (Naprawdę, nawet wizja stworzenia jakiegoś kanału na YT pojawiła mi się w głowie, co w moim przypadku byłoby niebagatelnym przedsięwzięciem.)

A przy tym czuję, że kompletnie tego nie ogarniam. Dlatego też tutaj piszę w nieco luźniejszy, bardziej osobisty, sposób, chcąc to z jednej strony przepracować, a z drugiej strony też ośmielić się do wykorzystania Biblionetoteki jako laboratorium myśli. W końcu po to ją założyłem – by tu rozpisywać to, co mi w głowie siedzi.

Zatem na pewno jeszcze do tego wrócę. Czuję, że po prostu muszę. Mam ponadto wrażenie, że niewiele osób o tym pisze czy mówi, a już na pewno nie po polsku. Chyba że ja już tego nie zauważam i nie śledzę zbyt uważnie. Z kolei w anglojęzycznych publikacjach pojawia się za dużo wątków o produktywności, zarządzaniu sobą w czasie, zarządzaniu projektami i pracą. To wszystko jest ważne, jednak myślę, że nie temu to – to znaczy notowanie – ma służyć. Mnie bardziej, chyba ze względu na wykształcenie i wyrobione nawyki, interesuje nauka i edukacja.

Zatem na pewno do tego wrócę. Może tutaj, a może uda mi się już stworzyć nowe miejsce, w którym nie będę musiał pisać takiego statycznego tekstu, tylko może coś bardziej usieciowionego, na czym bardziej mi zależy. (Notabene, interfejs i możliwości bloggera są irytujące.) Może dzięki temu też trafię znacznie szerzej, do większej liczby osób, niż tylko do siebie i może paru przypadkowo trafiających tu osób.

29 czerwca 2021

Projekty, idee czy programy nawiązujące do idei hipertekstu

Do idei czy koncepcji hipertekstu nawiązuje wiele różnych projektów i programów, opisywanych w ciągu wielu ostatnich dekad, już od lat 40. XX wieku począwszy.

  1. Memex (1945)
  2. Xanadu (1960) (Ted Nelson utworzył termin hipertekstu)
  3. on-Line System (1968) – tutaj sprawdź "centrum badań nad rozszerzeniem możliwości ludzkiego umysłu" Dogulasa Engelbarta ⇒
  4. HyperGate (1982)
  5. HyperTIES (1983)
  6. Hypercard (1987)
  7. Storyspace (1987)
  8. ENQUIRE (1980)
  9. HTML i WWW (1991)
  10. Semantic Web (1999)

To pewnie jedynie mała część, zaledwie wycinek. Swoją chronologię przedstawia też Stuart Moulthrop ⇗.



16 czerwca 2021

Electric Literature. Wydawnictwo cyfrowe sprawdzające umiejętności opowiadania w cyfrowym środowisku

Electric Literature to wydawnictwo cyfrowe, funkcjonujące od 2014 roku jako organizacja non-profit. Zostało założone w Stanach Zjednoczonych w 2009 roku, początkowo jako kwartalnik, przez Andy’ego Huntera i Scotta Lindenbauma.

Misją Electric Literature ⇗ jest rozszerzenie umiejętności opowiadania przy pomocy możliwości środowiska cyfrowego. Wydawnictwo chce również uczynić z literatury zjawisko bardziej ekscytujące, istotne i inkluzywne. EL więc – jak możemy przeczytać na ich stronie – wydaje literaturę znajdującą się na przecięciu różnych gatunków, mediów i kultur.

Electric Literature is a nonprofit digital publisher with the mission to make literature more exciting, relevant, and inclusive. We are committed to publishing work that is intelligent and unpretentious, elevating new voices, and examining how literature and storytelling can help illuminate social justice issues and current events. We are particularly interested in writing that operates at the intersection of different cultures, genres, and media.

Publikacje są dostępne za darmo na stronie electricliterature.com ⇗

13 czerwca 2021

W 1923 roku przewidzieli, że będziemy uczyli się z ekranów? Zagadkowa wizja świata w 2022 roku

Parę dni temu polski internet obiegły wizje przyszłości, pochodzące z 1923 roku, a dotyczące roku 2022, czyli właściwie naszej niedalekiej przyszłości. Największą jednak uwagę przykuł fragment opisujący edukację prowadzoną przy pomocy ekranów. Właściwie nic w tym dziwnego, skoro w kontekście pandemicznych ograniczeń większośc czasu spędzamy przed ekranem – pracując, ucząc się, odpoczywając.

Od czego się zaczęło?

Artykuł, do którego wszyscy się odnoszą, czy też skan, który udostępniają, pochodzi z "Ilustrowanego Kuryera Codziennego", czyli polityczno-informacyjnego dziennika, wydawanego w latach 1910–1939 w Krakowie. Dzięki temu, że dokonano digitalizacji wszystkich wydań i Małopolska Biblioteka Cyfrowa ⇗ udostępnia pełnotekstowe archiwum tego dziennika w wersji elektronicznej, możemy dokładnie sprawdzić źródło tych rewelacji.

Z tego co do tej pory ustaliłem, to po raz pierwszy fragment dziennika pojawił się w Demotywatorach ⇗, gdzie został opublikowany 8 czerwca 2021 o 8:24 przez użytkownika Evandro.



Następnie skan artykułu udostępniła Justyna Bracha-Rutkowska ⇗ (@BrachaRutkowska) na Twitterze. Przy jej tweecie pojawia się data 8 czerwca 2021 o 8:51, nie wiem, jak trafiła na tę informację.

Kolejnego dnia wieczorem artykuł poświęcony tym przewidywaniom ukazał się w dziale Podróże na portalu Onet pod tytułem Zaskakujące prognozy polskiego tabloidu z 1923 r., jak będzie wyglądał świat w 2022 r. ⇗ Tam tekst został opublikowany 9 czerwca 2021 o godzinie 20:26.

Później materiał pewnie już wirusowo rozprzestrzenił się w wielu zakątkach internetu. Właściwie nie zależy mi teraz na tym, by dokładnie prześledzić obieg tego skanu czy też odtworzyć drogę rozprzestrzeniania się. Zainteresowało mnie jednak coś innego.



O co w ogóle chodzi?

Podaję tak dokładne daty i źrodła, ponieważ sam trafiłem na ten artykuł w poście Piotra Mareckiego na Facebooku ⇗ i na początku zaciekawił mnie sam temat, a potem jeszcze bardziej to, że ktoś w komentarzach (niestety nie już tego komentarza) napisał, że to fałszywka i że łatwo takie coś sprokurować.

To bardzo interesująca hipoteza. Tym bardziej, że futurystyczne wizje brzmią naprawdę przekonująco. Nauka z ekranów, elektroniczne książki, odejście do węgla na rzecz energii słonecznej, równouprawnienie kobiet i mężczyzn? Brzmi znajomo, prawda? I do tego jak najbardziej realnie.





Zmotywowało mnie to więc do tego, by sprawę sprawdzić i dotrzeć do źródła. Zwłaszcza, że sam artykuł wspomina o amerykańskim dzienniku i cytuje wypowiedzi osób raczej niepochodzących z Polski. Ponato chciałem trochę sprawdzić się w roli internetowego archeologa, który odgrzbuje kolejne warstwy internetowej gleby i odsłania to, z czego wszyscy wyszli, a czego nie wszyscy przywołują. A im głębiej schodziłem, to tym ciekawiej się robiło. Zwłaszcza, że do teraz coś mi nie pasuje.

Ilustrowany Kuryer Codzienny i The Bridgeport Telegram

Otóż wspomniany artykuł w "Kuryerze", zatytułowany Jak będzie wyglądał świat w roku 2022? ⇗, do którego rzecz jasna sięgnąłem w pierwszej kolejności (i do którego notabene nie było aż tak trudno dotrzeć), ukazał się w numerze 15 z dnia 9 lutego 1923 roku. Z kolei artykuł, który stał się prawdopodobnie inspiracją dla polskojęzycznej wersji, zatytułowany "Thinking Men and Women Predict Problems of World Century Hence", ukazał się 12 lutego 1923 roku w amerykańskim dzienniku "The Bridgeport Telegram"⇗. Tak wynika z zapisów w archiwach, gdzie znajdują się obie gazety. Widzicie jednak od razu, że kolejność nie jest prawidłowa.

Problem w tym, że nie sposób znaleźć ani dobrych skanów (znajdują się w płatnym archiwum) amerykańskiego dziennika, ani wiarygodnych źródeł potwierdzających jego prawdziwość. Choć sądzę, że niewyraźny skan i wersja ocr tekstu na stronie newspaper.com ⇗, powinny być wystarczające. Wolałbym jednak wiedzieć nieco więcej.



Futurystyczne wizje opisywał Matt Novak na stronie Paleofuture ⇗ w tekście Thinking Men and Women Predict Problems of World Century Hence (1923) ⇗ i właściwie opublikował kilka tekstów na ten temat, rozdzielając poszczególne wizje. Jego wpisy wydają się solidne, jednakże nie zamieszcza on żadnych skanów czy przypisów. Dlatego trzeba to wziąć trochę na wiarę.

Jest to tym bardziej zastanawiające, że "Kuryer" odwołuje się do amerykańskiego dziennika - nie podaje jednak jego tytułu. To, że chodzi o "Telegram", jest moim przypuszczeniem, potwierdzonym wpisami Novaka. Zgadzają się nazwiska osób, które przedstawiają swoje wizje, zbieżne są też same przewidywania.

Tylko jak to możliwe, że w Polsce tekst ukazał się przed tym amerykańskim? A może wydrukowano pierwotny tekst zupełnie w innym miejscu i oba przywołane przeze mnie dzienniki tylko go przedrukowały?

Jeśli tylko dowiem się czegoś więcej na ten temat, napiszę. Jeśli wy wiedzie coś więcej, dajcie znać. Nie jest to może jakoś bardzo istotne, jednakże na pewno bardzo interesujące.

07 czerwca 2021

Phono sapiens i trzecie oko – The 3rd Eye: Evolution to Phono Sapiens

Pewnie nieraz spotkaliśmy się z określeniem smartfonozy, smartfonowego zombie, smartfonowej szyi czy kciuka. Może co poniektórym jest nawet znajomy termin phubbingu ⇗. A już na pewno wielu osobom znajomy jest widok osoby, która zamiast zaangażować się w rozmowę, wpatruje się w smartfonowy ekran i twierdzi, że jest obecna.

Nie będę się rozpisywał w tym miejscu ani na temat cyfrowego uzależnienia czy e-uzależnień ⇗, ani też na temat phubbingu ⇗, choć to bardzo istotne zagadnienia. To po prostu obszerny temat i chciałbym do niego podejść nieco konkretniej w innym czasie. Teraz piszę jednak, bo zainteresował mnie projekt „trzeciego oka”. I choć to właściwie pewnego rodzaju żart – to znaczy sarkastyczne zwrócenie uwagi na pewne zjawisko, niż poważna próba rozwiązania problemu, z jakim mierzy się wiele osób, to sądzę, że warto się temu przyjrzeć.



Południowokoreański projektant Minwook Paeng ⇗ opracował urządzenie nazwane „Third Eye”, czyli „Trzecie Oko”. Jest to czujnik, wykrywający przeszkody na naszej drodze, kiedy akurat korzystamy ze smartfonu i nasze spojrzenie jest zajęte ekranem urządzenia. Nieraz pewnie widzieliśmy osoby, które podczas spaceru wpadały na innych ludzi czy na przedmioty, ponieważ wpatrywały się w smartfon. Na początku czerwca w Polsce weszły nawet w życie przepisy zabraniające korzystania z telefonu w trakcie przechodzenia przejściem dla pieszych. Jest to więc na pewno dość spory problem.

Paeng nazywa współczesnych użytkowników urządzeń mobilnych „phono sapiens” i zauważa, że obecnie trudno spotkać osobę niewpatrzoną w ekran. Cóż, trudno też się z nim nie zgodzić. Widzimy takie osoby w restauracjach, w autobusach, na uliach. Co jednak ciekawe, choć projekt „trzeciego oka” jest w fazie prototypowej, to autor zaznacza, że nie chce nim rozwiązać problemu, tylko raczej zwrócić na niego uwagę i na absurdalność rzeczywistości, w jakiej się poruszamy. Rozwiązaniem jest bowiem nie zainstalowanie sobie sensora na czole, tylko świadome korzystanie z narzędzi cyfrowych.



Dlatego choć nie musimy traktować „trzeciego oka” na poważnie, to zdecydowanie powinniśmy na serio zastanowić się nad problemem ludzi, którzy są uzależnieni od smartfonów i nie odrywają od nich oczu. Tym bardziej, że zwraca się uwagę na fakt, że powoduje to nie tylko wypadki, czy spadek uwagi, ale też pogorszenie relacji międzyludzkich.

Podejrzewam jednak, że opracowane rozwiązanie albo znajdzie zastosowanie gdzie indziej (właściwie podobna technologia z pewnością jest wykorzystywana w inteligentnych pojazdach) albo rzeczywiście pojawi się na rynku jako kolejny zadziwiający gadżet. Nie wątpię w to, że są osoby, które chciałyby i potrzebowałyby takiego urządzenia.

05 czerwca 2021

Czym jest literatura elektroniczna? Wyjaśnienie, którego nie nauczą cię w szkole

Literatura elektroniczna jest różnie pojmowana. Nie brakuje mitów na jej temat, a przede wszystkim błędnego rozumienia, czym tak naprawdę jest. Sprawdźmy więc, o jakiej literaturze mowa, kiedy mowa o literaturze elektronicznej. Tym bardziej, że termin ten pojawia się ostatnio dość często, również w dyskusjach jej niepoświęconych.

Moja odpowiedź na pytanie „czym jest literatura elektroniczna?” będzie podzielona na trzy części.

Pierwszą częścią będzie popularyzatorskie, a tym samym bardzo uproszczone i syntetyczne przedstawienie literatury elektronicznej, wynikające z przeglądu dotychczasowych naukowych ustaleń. To wytłumaczenie powinno pomóc w potocznym zrozumieniu tego, czym jest literatura elektroniczna. Nie jest więc bardzo wyczerpujące, ale powinno być wystarczające. Sądzę, że pomoże pojąć to zjawisko i uniknąć podstawowych nieporozumień. Dlatego jeśli komuś nie będzie się chciało czytać wszystkiego, to może na tym poprzestać. Chcesz wiedzieć od razu? TL;DR ⤵

Drugą częścią będzie przywołanie dwóch dotychczasowych i znaczących stanowisk naukowych na temat definicji tego pojęcia – Katherine N. Hyles i Roberto Simanowskiego. Oba stanowiska z jednej strony pozwalają uporządkować wiedzę na temat literatury elektronicznej, czyli wyznaczyć istotne punkty odniesienia, a przy tym wskazać dwa różne terminy: literatury elektronicznej i literatury cyfrowej, z drugiej strony pokazują, że wciąż istnieje spór co do tego, jak ściśle zdefiniować to zjawisko kultury cyfrowej.

Trzecią częścią z kolei będzie pewnego rodzaju propozycja nowego rozumienia czy zdefiniowania pojęcia literatury elektronicznej, jako nowoczesnej formy komunikacji i organizacji tekstu. Tę część można uznać za pewien punkt wyjścia do dalszych rozważań, a więc otwartą perspektywę, poszerzającą dotychczasowe rozumienie. Nie ma bowiem obecnie rozwiązania stałego i uniwersalnego.

JAK W PROSTY SPOSÓB WYTŁUMACZYĆ, CZYM JEST LITERATURA ELEKTRONICZNA?


TL;DR: najprościej rzecz ujmując, literaturą elektroniczną jest literatura, która powstaje i funkcjonuje w środowisku cyfrowym, wykorzystując tym samym jego właściwości.

To znaczy, że pojęcie literatury elektronicznej odnosi się do praktyk literackich, zarówno twórczych, jak i czytelniczych, które są możliwe dzięki właściwościom nowych technologii czy nowych mediów, np. komputerów, sieci internetowej, urządzeń mobilnych, aplikacji i tak dalej. W związku z tym istnieją dwa ważne kryteria, które muszą być spełnione, aby uznać coś za literaturę elektroniczną.

Pierwszym z nich jest rodowód cyfrowy [Hayles 2008: 3]. Oznacza to, że środowiskiem pierwotnym dla literatury elektronicznej jest środowisko cyfrowe. Dlatego w przypadku zwykłego przeniesienia do niego tekstu funkcjonującego poza tym środowiskiem wskazuje się na digitalizację lub pewne formy adaptacji [por. Szczęsna, Pawlicka, Pisarski 2015]. Nierzadko jednak adaptacje cyfrowe dzieł literackich, stają się dobrymi przykładami literatury elektronicznej. Tutaj można przywołać polski projekt, czyli hipertekstową wersję Rękopisu znalezionego w Saragossie Jana Potockiego ⇗, przygotowaną przez Mariusza Pisarskiego i Jakuba Niedzielę.

hipertekstowy Rękopis znaleziony w Saragossie Jana Potockiego


Drugim kryterium są możliwości, jakie daje środowisko cyfrowe. Dlatego samo napisanie tekstu przy użyciu narzędzi cyfrowych (np. napisanie artykułu w edytorze tekstu), czy samo odbieranie tekstu w nowych mediach (np. przeczytanie postu w mediach społecznościowych) nie jest wystarczające do określenia czegoś mianem literatury elektronicznej. Różni badacze wskazują różne możliwości, które są istotne, jednak najczęściej wymienia się między innymi interaktywność, multimedialność (czy też intermedialność) oraz procesualność ⇒ [Simanowski 2011: 31, Bouchardon 2017: 3; por. Rettberg 2014c*: 174].

Oznacza to, że prosty, statyczny tekst, opublikowany na przykład na stronie internetowej, niekoniecznie będzie przykładem tekstu elektronicznego. Wyposażony jednak chociażby w hiperłącza, zawierający elementy audiowizualne, które są wymagane do jego zrozumienia (są więc integralne, nie dodatkowe), pozwalający użytkownikowi na nawigację, wchodzenie w interakcję z tekstem lub jego elementami, pozwala już na rozpatrzenie go jako przykładu literatury elektronicznej.

Ważne w tym wszystkim jest określenie tego, czy możliwości dostarczane przez środowisko cyfrowe są sensotwórcze i konieczne, to znaczy, czy ich wykorzystanie przez autora, a następnie używanie przez odbiorcę, jest znaczące i wymagane do pełnego zrozumienia tekstu. Dlatego tak zwane książki elektroniczne (ebooki) są często nieuznawane za literaturę elektroniczną (pomimo powszechnego i popularnego rozumienia ich jako przykłady literatury elektronicznej), a jedynie za formy adaptacji literatury drukowanej, ponieważ ostatecznie tekst – po wydrukowaniu ebooka (zob. drukowanie internetu ⇒), czy po zdigitalizowaniu książki do formy ebooka – nie traci na znaczeniu, bez względu na użytą technologię tekst będzie zrozumiały. Oczywiście mogą istnieć odstępstwa od tej reguły, wiele więc zależy od precyzyjnych kryteriów, których nie da się wymienić w skrótowym wyjaśnieniu.

Ciekawym przykładem ebooka, który stara się wykorzystać możliwości środowiska cyfrowego (choć niezbyt realizuje założenia literatury elektronicznej) jest Starość Aksolotla ⇗ Jacka Dukaja. Powieść była promowana bardzo szumnie ⇗ jako innowacyjne rozwiązanie czy też eksperymentalny ebook. Początkowo była dostępna tylko w wersji elektronicznej, a obecnie można ją kupić również w wydaniu książkowym, to znaczy w drukowanej wersji.

Podsumowując tę część, trzeba pamiętać o tym, że oba warunki, czyli rodowód cyfrowy i możliwości środowiska cyfrowego, są więc niezwykle istotne w przypadku podstawowego rozróżnienia literatury elektronicznej od elektronicznych form literatury drukowanej, a więc literatury zdigitalizowanej. Ponadto w związku z tym, że samo środowisko cyfrowe jest dynamiczne i wciąż się zmienia – pojawiają się nowe programy, urządzenia, rozwiązanie i tak dalej, również definicja pojęcia literatury elektronicznej ulega przekształceniom i wymaga częstych aktualizacji.



JAK NAUKOWCY DEFINIUJĄ POJĘCIE LITERATURY ELEKTRONICZNEJ?


ELO i Katherine N. Hayles – literatura elektroniczna

Najpowszechniejsza ⇒ i najczęściej przywoływana w dyskursie naukowym definicja pojęcia literatury elektronicznej (electronic literature), przyjęta przez światową organizację Electronic Literature Organization ⇗ (ELO), odnosi się do utworu o istotnych aspektach literackich, wykorzystującego możliwości i konteksty dostarczane przez komputer podłączony lub niepodłączony do sieci.

Ta propozycja definicyjna pojawiła się wraz z uformowaniem instytucji ELO, a więc w 1999 roku, co miało umożliwić zebranie dotychczasowych, funkcjonujących w obiegu terminów, takich jak między innymi hipertekst (hypertext), poezja cyfrowa (digital poetry) czy fikcja interaktywna (interactive fiction) [tak naprawdę było i jest ich zdecydowanie więcej] oraz skupienie ich pod wspólnym terminem – mającym charakter terminu-parasola, dającym ponadto nazwę samej instytucji [S. Rettberg 2012; Engberg 2014: 140; Heckman, O’Sullivan 2018; Goicoechea et al. 2020: 385]. Należy jednak pamiętać, że nie było to pierwsze użycie tego terminu w odniesieniu do tego rodzaju praktyk, ponieważ o literaturze elektronicznej pisano znacznie wcześniej, chociażby w latach 80. XX wieku [S. Rettberg 2012; J. W. Rettberg 2012; Pawlicka 2017b: 272].

Zaproponowana wówczas definicja została kompletnie usankcjonowana w środowisku naukowym wraz z publikacjami Katherine N. Hayles: kolejno artykułem Electronic Literature: What Is It z 2007 roku i książką Electronic Literature: New Horizons for the Literary z 2008 roku, której pierwszy rozdział jest właściwie artykułem wydanym wcześniej, w związku z czym można oba teksty potraktować jako tożsame.

Katherine N. Hayles Electronic Literature


W polskim tłumaczeniu Soni Fizek i Mariusza Pisarskiego tekst Literatura elektroniczna: czym jest? ⇗ ukazał się na łamach internetowego magazynu „Techsty” w 2011 roku. Tam definicja pojęcia literatury elektronicznej brzmi następująco: „[…] utwór o istotnych walorach literackich, który korzysta z możliwości i kontekstów wnoszonych przez stacjonarny lub podłączony do sieci komputer” [Hayles 2011].

Roberto Simanowski – literatura cyfrowa

Z kolei Roberto Simanowski w książce Digital Art and Meaning: Reading Kinetic Poetry, Text Machines, Mapping Art, and Interactive Installations z 2011 roku zwrócił uwagę, że definicja ELO opisywana przez Hayles nie rozwiązuje problemu, a właściwie dodaje nowe, między innymi pozostawiając na boku wyjaśnienie istotnych aspektów literackich [Simanowski 2011: 27], czy też odnosząc się w znacznie większym stopniu do obszaru cyfrowego, w którym literatura elektroniczna się znajduje, niż do samej charakterystyki tejże literatury [Pawlicka 2015b: 264].

Dlatego wspomniany badacz – podobnie jak chociażby Serge Bouchardon czy Urszula Pawlicka – używa terminu literatury cyfrowej (digital literature), opisując jednak to samo zjawisko – w związku z czym często używa się obu terminów synonimicznie. Pomijam tutaj bardzo istotny i szeroko omawiany w literaturze naukowej i publicystyce problem literackości i cyfrowości e-literatury, a także rozróżnienia literatury elektronicznej i literatury cyfrowej. Dla przeciętnego zrozumienia tego zjawiska nie ma to większego znaczenia.

Roberto Simanowski Digital Art and Meaning


W swoim ujęciu Simanowski wyróżnia trzy cechy literatury cyfrowej, pozwalające wyodrębnić ją na tle całej literatury [Simanowski 2011: 31] (przykłady, które podaję poniżej pochodzą ode mnie, nie od autora książki):

  1. interaktywność prowadzącą do zmotywowania odbiorcy do współtworzenia utworu, np. na linii człowiek-oprogramowanie (jak chociażby w przypadku hipertekstu) oraz na linii człowiek-człowiek (projekty kolaboratywne, w których autorzy mogą wymieniać się uwagami z odbiorcami czy nawet z samymi sobą, co można zaobserwować chociażby w mediach społecznościowych); przykłady: Blok ⇗ Sławomira Shutego (hipertekst), Piksel Zdrój ⇗ (kolaboracja) i Archetyptura Czasu Andrzeja Głowackiego czy Between Page And Screen Amaranthy Borsuk i Brada Bouse'a (interakcja na lini człowiek-maszyna);
  2. intermedialność rozumianą jako połączenie tradycyjnych środków wyrazu: języka, obrazu, muzyki i tym podobnych; przykłady: C()n Du It ⇗ Katarzyny Giełżyńskiej czy też – bardzo świeża rzecz – interaktywny audiobook z elementami wideo Pandemioza ⇗ Wojtka Jeżowskiego;
  3. performatywność czy też procesualność, która odnosi się do nieodłącznej implantacji performatywności do utworu, zakładającej co prawda interaktywność, jednak wykraczającej poza nią; przykłady Text Rain, który stworzyli Romy Achituv i Camille Utterback, czy też literatura ambientalna (ambientowa?), jak chociażby geolokalizacyjna opowieść The Cartographer’s Confession ⇗ Jamesa Attlee'go.

LITERATURA ELEKTRONICZNA/CYFROWA TO ZNACZY JAKA?

W związku z tym można dojść do stwierdzenia, że jeśli definicja literatury cyfrowej ma odnosić się do czegoś więcej niż tylko do tekstu, to nie może być ograniczona do cyfrowej natury tekstu (cyfrowej w semiotycznym, czyli znaczeniowym rozumieniu). Musi więc przekraczać swoją semiotyczną cyfrowość, ale wcale z nią nie zrywać, wkraczać w pole technologiczne, lecz nie pozbawiać się językowych aspektów [Simanowski 2011: 28, 32].

Jak argumentuje Simanowski, skupienie tylko na aspekcie semiotycznym, doprowadzi do tego, że nie będzie różnicy w tym, czy słowa są wyświetlane na ekranie czy też wydrukowane na papierze – ich znaczenie będzie takie samo, mimo różnic w doświadczeniu odbioru; z kolei skupienie tylko na aspekcie technologicznym, spowoduje, że odbiorca potraktuje utwory literatury cyfrowej jako obiekty (nie do czytania, tylko do obserwowania, gry, zabawy itd.) oraz przeniesie refleksję z pola literatury do pola sztuki; a to z kolei przywołuje równie ożywioną dyskusję na temat problemu cienkiej granicy między literaturą cyfrową a sztuką cyfrową, która jest właściwie zależna od przyjętych perspektyw metodologicznych czy instytucjonalnych [Hayles 2008: 12; Simanowski 2011: 28].

Trzeba więc wziąć pod uwagę charakter tekstu oraz funkcje, jakie spełnia. Często okazuje się to trudne nawet dla samych badaczy. Nie brakuje dyskusji co do tego, czy na przykład memy czy wpisy w mediach społecznościowych, takich jak Twitter, uznać za przykłady literatury elektronicznej. Próbuje się jednak je tak odczytywać i wiele z nich na to zasługuje.

Osobom, które znają język angielski, polecam wystąpienie Leonardo Floresa ⇗, obecnego prezydenta ELO, które wygłosił podczas konferencji naukowej organizowanej przez ELO w 2018 roku w Montrealu. Flores przedstawił wówczas główne cechy trzeciej generacji literatury elektronicznej (third generation electronic literature), jednak tłumacząc, czym literatura elektroniczna jest w ogóle.



NO I CO DALEJ Z TYM POJĘCIEM LITERATURY ELEKTRONICZNEJ?

Uwzględniając pojęcie i istnienie szczególnych możliwości dostarczanych przez środowisko cyfrowe (na przykład przez urządzenia i oprogramowanie cyfrowe), nazywanych afordancjami oraz cybertekstowy charakter literatury elektronicznej (przede wszystkim ergodyczność, ale ponadto między innymi konfigurowalność, dynamiczność, sprawczość, performatywność, złożoną i wielowarstwową strukturę dzieła literackiego ⇒), można stwierdzić, że utwór cyfrowy, definiowany pojęciem literatury elektronicznej czy literatury cyfrowej, będzie cybertekstem wykorzystującym afordancje środowiska cyfrowego lub też  ‒ odchodząc od pojęcia cybertekstu, odnoszącego się do literatury ergodycznej, obejmującej także dzieła literackie powstające poza środowiskiem cyfrowym ‒ artefaktem literackim wykorzystującym afordancje środowiska cyfrowego.



Oczywiście powyższe propozycje pociągają za sobą konieczność doprecyzowania poszczególnych komponentów definicji, takich jak chociażby cybertekst [Aarseth 2014] ‒ zwłaszcza w kontekście literatury elektronicznej, artefaktu ‒ w kontekście teorii przedmiotów kultury, czy też afordancji ‒ przede wszystkim pod względem zakresu tych znaczących dla literatury elektronicznej. Ponadto wciąż otwarte pozostają pytania o to, czym są: literatura, literackość lub tekst w ogóle. Zatem w tym miejscu podróż dopiero się rozpoczyna, a nie kończy.

Dlatego ostatecznie nie ma precyzyjnej odpowiedzi na pytanie o to, jak ściśle zdefiniować literaturę elektroniczną – czy jakkolwiek inaczej byśmy ją nazwali. Sami badacze miewają z tym niemały problem ⇒. Można jednak orientacyjnie wskazać to, do czego odnosi się, czym się charakteryzuje, nazywać i opisywać poszczególne przykłady. Można też próbować analizować przy użyciu tego pojęcia określone elementy kultury cyfrowej.

Tym co jednak najistotniejsze, to fakt istnienia literatury elektronicznej jako szczególnej formy literackiej współczesnej kultury (także cyfrowej), rozumianej nie tylko jako cyfrowa wersja literatury drukowanej, a także – co może jeszcze ważniejsze – potrzeba zwrócenia uwagi na zagadnienie cyfrowej piśmienności, jako zestawu umiejętności niezbędnych do prawidłowego i odpowiedzialnego funkcjonowanie człowieka w środowisku cyfrowym, nie tylko w kontekście odbioru literatury, lecz jakichkolwiek treści cyfrowych [por. Pawlicka 2017b: 265–267].

___

* Przypisy pochodzą z większej całości, obejmującej więcej źródeł, ponadto nie zostały zmienione, dlatego oznaczenia w przypisach odnoszą się do całej biblionetografii, nie do prezentowanego wyboru. W związku z tym pojawiające się oznaczenia literowe nie mają większego znaczenia (lub mają mniejsze znaczenie) w niniejszym zestawieniu.

BIBLIONETOGRAFIA

Aarseth Espen, 2014, Cybertekst. Spojrzenie na literaturę ergodyczną, Mariusz Pisarski, Paweł Schreiber, Dorota Sikora, Michał Tabaczyński (tłum.), Kraków–Bydgoszcz: Korporacja Ha!art, Miejskie Centrum Kultury.

Bouchardon Serge, 2017, Towards a Tension-Based Definition of Digital Literature, „Journal of Creative Writing Studies”, nr 2 (1): 1–13.

Engberg Maria, 2014, Digital Ficion, [w:] The Johns Hopkins Guide to Digital Media, Marie-Laure Ryan, Lori Emerson, Benjamin J. Robertson (red.), s. 138–143, Baltimore: Johns Hopkins University Press.

Goicoechea María, Llamas Miriam, Sánchez Laura, Sanz Amelia, 2020, Digital Literatures Circulating in Spanish: The Emergence of a Field, [w:] Literary Translation, Reception, and Transfer, Norbert Bachleitner (red.), t. 2., s. 385–395, Berlin–Munich-Boston: De Gruyter, https://doi.org/10.1515/9783110641998-031.

Hayles N. Katherine, 2008, Electronic literature: new horizons for the literary. The Ward-Phillips lectures in English language and literature, Notre Dame: University of Notre Dame.

–––, 2011, Literatura elektroniczna: czym jest?, Sonia Fizek, Mariusz Pisarski (tłum.), „Techsty”, nr 7, https://www.techsty.art.pl/magazyn/magazyn7/literatura_elektroniczna_czym_jest_1.html (6.01.2021).

Heckman Davin, O’Sullivan James, 2018, Electronic Literature: Contexts and Poetics, [w:] Literary Studies in a Digital Age: An Envolving Anthology, Kenneth M. Price, Ray Siemens (red.), New York: Modern Language Association, http://dx.doi.org/10.1632/lsda.2018.14.

Rettberg Jill Walker, 2012, The history of the term „electronic literature”, „jill/txt”, http://jilltxt.net/?p=2665 (29.10.2020).

Pawlicka Urszula, 2015b, Literatura cyfrowa a literackość i komunikacja literacka, [w:] Przekaz digitalny. Z zagadnień semiotyki, semantyki i komunikacji cyfrowej, Ewa Szczęsna (red.), s. 261–280, Kraków: Towarzystwo Autorów i Wydawców Prac Naukowych Universitas.

–––, 2017b, Literatura cyfrowa. W stronę podejścia procesualnego, Gdańsk: Wydawnictwo Naukowe Katedra.

Rettberg Scott, 2012, Developing an Identity for the Field of Electronic Literature: Reflections on the Electronic Literature Organization Archives, „Dichtung Digital”, http://www.dichtung-digital.org/2012/41/rettberg/rettberg.htm (2.04.2019).

–––, 2014c, Electronic Literature, [w:] The Johns Hopkins Guide to Digital Media, Marie-Laure Ryan, Lori Emerson, Benjamin J. Robertson (red.), s. 169–174, Baltimore: Johns Hopkins University Press.

Simanowski Roberto, 2011, Digital Art and Meaning: Reading Kinetic Poetry, Text Machines, Mapping Art, and Interactive Installations, Minneapolis–London: University of Minnesota Press.

Szczęsna Ewa, Pawlicka Urszula, Pisarski Mariusz, 2015, Między językami, kodami, mediami. Przekład hipertekstowy – teoria i praktyka, [w:] Przekaz digitalny. Z zagadnień semiotyki, semantyki i komunikacji cyfrowej, Ewa Szczęsna (red.), s. 241–260, Kraków: Towarzystwo Autorów i Wydawców Prac Naukowych Universitas.

04 czerwca 2021

Hipertekstowy Kot Schrödingera, czyli Blok Sławomira Shutego

Jedną z przyczyn śmierci utworów cyfrowych jest prozaiczna sprawa, jak zmiana domeny lub serwera. Dlatego migracja chociażby między domenami, bez ustawionego przekierowania czy nawet prostej informacji, może spowodować, że dla wielu osób dotarcie do określonej strony będzie niemożliwe lub przynajmniej uciążliwe. Chciałbym krótko omówić ten problem na przykładzie Bloku Sławomira Shutego.

Otóż Blok Sławomira Shutego, uznawany za jedną z pierwszych (a przez niektórych za pierwszą w ogóle – nie będę teraz pisał, jak jest naprawdę) polską powieść hipertekstową dość długo był niedostępny w cyfrowej przestrzeni. Utwór wydany w 2002 (czasem podaje się 2003) roku, zniknął z przestrzeni internetowej w okolicach 2014 roku. Po prostu serwer, na którym znajdowały się pliki, przestał działać – prawdopodobnie się spalił. To znaczy, że wchodząc na dotychczas podawany adres: http://blok.art.pl ⇗ nie otrzymywaliśmy żadnego wyniku. Co ciekawe, niegdyś powieść była objęta automatyczną cenzurą ⇗ za rzekome niecenzuralne treści.



I fakt, że ta polska powieść hipertekstowa, była z tego powodu przez lata cyfrowo martwa – od 2014 roku, było dość oczywiste w środowisku osób zainteresowanych kulturą cyfrową. Pamiętam, jak po jednej z konferencyjnych rozmów, podczas której pojawił się temat hipertekstu i tego, że utwór Shutego już przepadł, udało mi się zdobyć niekompletny, ale w miarę działający backup strony. W przeciwnym razie o Bloku mógłbym poczytać co najwyżej w książkach na temat literatury elektronicznej. Względnie mógłbym bawić się z Internet Archive Wayback Machine ⇗.



Dlatego z radością przyjąłem informację o tym, że w 2019 ukazała się reedycja Bloku – nieco odświeżona, dostosowana nieco do współczesnych warunków. Nie pisałbym jednak o tym, gdyby nie to, że szukając ostatnio Bloku po raz kolejny, trafiłem na błąd strony wydawcy, czyli Korporacji Ha!art, pod adresem której miał znajdować się hipertekst. Pomyślałem wtedy: cóż za ironia losu, że tekst przywrócony do życia znów odszedł.



Od razu sprawdziłem, czy może sam uległem efektowi Mandeli ⇗ i wcale żadnej reedycji nie było. Zdumiałem się tym bardziej, że pisałem o tym w rozprawie doktorskiej. Zacząłem więc przeszukiwać sieć, jednak czego mógłbym się spodziewać po wynikach DuckDuckGo czy Google - powieść hipertekstowa nie jest dobrze wypozycjonowana, tylko jednak informacja prasowa na ten temat pojawiała się w pierwszych wynikach. Czytać artykułów naukowych na ten temat nie miałem zamiaru, z kolei strona wydawcy ⇗ też niezbyt była pomocna. A sam za to jakoś o tym nie pisałem - mój błąd.

Jednakże możemy dotrzeć do informacji opublikowanej w magazynie Techsty*, na łamach którego Mariusz Pisarski opisuje proces ⇗ przywracania Bloku do cyfrowego życia. Dzięki temu miałem już pewność, że to nie wymyślona przeze mnie rewelacja, tylko rzeczywiście tak było. Próbowałem znaleźć informację jeszcze gdzieś na Facebooku, bo mam wrażenie, że tam zobaczyłem ją po raz pierwszy, jednak szybko się poddałem, bo szperanie w tym miejscu nie należy do najprzyjemniejszych (a wewnętrzna wyszukiwarka fb to porażka). Uznałem, że tekst z Techstów mi wystarczy.



No i tutaj zaczyna się to, o czym chciałem napisać.

Otóż w tekście Pisarskiego znajduje się adres: http://ha.art.pl/blok/, pod którym ma znajdować się Blok Shutego. Ma, ale nie znajduje. To znaczy, jeśli dobrze pamiętam, to znajdował się jeszcze jakiś czas temu, chyba tak z pół roku temu, bo wówczas o reedycji się dowiedziałem i nawet o tym pisałem w powstającej wówczas rozprawie doktorskiej. Podałem w niej ten adres, przekonany, że jest właściwy. W tamtej chwili był. Obecnie już nie jest.

Chcąc więc podać adres Bloku w tekście, w którym podają go jako przykład hipertekstu, najpierw postanowiłem sprawdzić, czy adres jest aktualny. Intuicja mnie nie myliła. Okazało się, że adres nie jest aktualny. Użytkownik trafia na błąd. Osoba niewtajemniczona, niecierpliwa czy zwyczajnie nieogarnięta pewnie by porzuciła temat, wyłączyła stronę i tyle. Mnie jednak przypomniało się, że przecież Ha!art ma obecnie inną domenę. Dotychczasowe ha.art.pl przekierowuje na sklep.ha.art.pl, z kolei Korporacja znajduje się pod adresem haart.e-kei.pl. Dlatego wystarczy podmienić domenę i bez problemu można do Bloku dotrzeć.



Jeśli więc ktoś zastanawia się, przy jakiej internetowej ulicy znajduje się Blok Sławomira Shutego, to podaję adres: http://haart.e-kei.pl/blok/ ⇗ – tam kierujcie swoje cyfrowe kroki. Nich nie zwiodą was fałszywe kliknięcia czy błędy serwerów. Blok wciąż stoi i ma się dobrze, tylko jak widać, po drodze możemy trafić na internetowe ślepe uliczki. Kto wie, ile utworów cyfrowych z tak dość banalnego powodu zniknęło z cyfrowego pejzażu, to znaczy z dotychczasowego radaru?

Blok Schutego jest więc ciekawym przykładem utworu straconego i odzyskanego, poddanego działaniom archeologii mediów, a przy tym wciąż niestabilnego i zagrożonego.

___

* Notabene tekst ukazał się w 2020 roku. Na to wskazuje etykieta przy tytule. Podglądając datę uploadu grafiki ilustracyjnej przy tekście, można zobaczyć, że tekst ukazał się prawdopodobnie w marcu 2020 roku – zakładając, że tekst ukazał się w tym samym miesiącu, w którym na serwerze pojawiła się grafika. Jednakże tekst jest linkowany do nr 10 Techstów, który ukazał się w 2016 roku. W 2020 roku ukazał się numer 11. Co ciekawe, przechodząc do obu numerów, nie da się znaleźć rzeczonego tekstu. Niesamowita jest ścieżka linków i etykiet w cyfrowym świecie. Bądźcie więc ostrożni i uważni.

Czytaj więcej…

Zotero 7 Update

Najnowszy update Zotero, czyli wersja programu oznaczona numerem 7, to doprawdy wielka nowość, mimo że zakres wprowadzonych zmian nie jest t...

Możesz przeczytać jeszcze…