Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ELO. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ELO. Pokaż wszystkie posty

08 sierpnia 2024

Nabór tekstów o sztuce cyfrowej Przeglądu Kulturoznawczego — mój komentarz

Czasopismo „Przegląd Kulturoznawczy” ogłosiło nabór tekstów poświęconych sztuce cyfrowej, a w szczególności aspektowi archiwizacji i popularyzacji tejże, w kontekście dynamicznych przemian technologiczno-kulturowych oraz zjawiska śmierci cyfrowej.

Zagadnienie jest ciekawe, zjawisko wymaga naświetlenia i z pewnością mamy tu wiele problemów do zdefiniowania oraz rozwiązania. Mnie jednak zaciekawiło tutaj co innego — coś, co już od dłuższego czasu powraca w mojej refleksji na temat kultury cyfrowej w ogóle i literatury elektronicznej w szczególności.

Zacznę jednak od treści ogłoszenia, które zwraca szczególną uwagę na kwestię śmierci cyfrowej i zjawiska wypadania utworów cyfrowych z obiegu (zakładając, że kiedykolwiek w nim się znalazły), wynikających z niestabilności platform i systemów oraz przyśpieszenia technologicznego: „kolejne dzieła e-literackie, ale wszelkie prace interaktywne, projekty multimedialne giną na naszych oczach, z dnia na dzień stając się niedostępnymi dla kolejnych pokoleń odbiorców”.

W ogłoszeniu znajdziemy tym samym potrzebę „zwrócenia się ku kategorii archiwum i przyjrzenia się jej w nowym pejzażu medialnym”, która tym samym przedstawia obszar, po którym mają poruszać się autorzy zgłaszanych tekstów, czyli obszarze „pytań o to, czy mierzenie się z archiwizowaniem najnowszych przejawów sztuki cyfrowej redefiniuje podejście do archiwizowania i dokumentacji wcześniejszych form medialnych”.

Z założenia przygotowywany numer czasopisma ma stać się „namysłem nad archiwizacją sztuki cyfrowej wszelkiego rodzaju”, co obejmuje nie tylko zachowywanie i dokumentację samych przykładów kultury cyfrowej, czyli utworów cyfrowych, a nawet form hybrydycznych, niejednorodnych, lecz także elementów obiegu kultury cyfrowej, a więc chociażby działań popularyzujących tę dziedzinę, np. festiwali.

I tutaj obudziła się moja ciekawość, podszyta nieco ironią.

Oczywiście istotne jest zwrócenie uwagi na to, że sporo przykładów literatury elektronicznej i sztuki cyfrowej wypada z obiegu i przestaje funkcjonować w środowisku cyfrowym, czy to lokalnym czy sieciowym. Moje pytanie na marginesie brzmi jednak, ile z takowych przykładów w ogóle miało szansę wejść do jakiegokolwiek obiegu? Ile z utworów cyfrowych nie doczekało się odkrycia, a co dopiero większego omówienia i dokumentacji? I dlaczego tak się dzieje?

Może dlatego, że nie ma mediów, które popularyzowałyby tego rodzaju działalność na bieżąco? A może są, tylko one same padają ofiarą problemu, na który zwraca się uwagę w ogłoszeniu? Może środowisko samo w sobie nie jest wystarczająco sprawnie zorganizowane, aby obieg informacji był w ogóle, a jeśli już, to, aby był płynny oraz przyczyniał się do tego, że to co warte odnotowania jest odnotowane, a to co warte zachowania jest zachowane?

Niech przykładem będzie samo to ogłoszenie. Trafiłem na nie na Facebooku, zamkniętej platformie społecznościowej, do której, aby mieć dostęp do treści, należy założyć na nim konto. Ponadto działanie systemu rekomendacji treści na tej platrofmie nie daje żadnej gwarancji, że treści z obserwowanego profilu dotrą do nas w odpowiednim momencie.

Sam o poście „Przeglądu Kulturoznawczego” dowiedziałem się 8 sierpnia 2024, sam post został opublikowany 5 sierpnia. 3 dni w przypadku takiego ogłoszenia to nic takiego, na szczęście, właściwie nie to jest moim zarzutem, choć nie uważam Facebooka i żadnego innego medium społecznościowego za wartościowe źródło rozpowszechniania informacji (czy zapomnieliśmy już o tym, jak wspaniałe są strony internetowe?).

Postanowiłem sprawdzić, czy na stronie internetowej „Przeglądu” znajdę informację na temat naboru tekstów. Adres podany w sekcji informacje https://culturalstudiesreview.eu/about odnosi do nieistniejącej strony. Może to zwykły ludzki błąd, a może już pierwsza ofiara cyfrowej śmierci.

Postanowiłem więc skorzystać z wyszukiwarki internetowej. Ta podpowiedziała mi, że stronę czasopisma znajdę na portalu czasopism naukowych ejournals.eu, dokładnie pod adresem https://ejournals.eu/czasopismo/przeglad-kulturoznawczy/, do którego też odwołuje strona wydawcy, czyli Instytutu Sztuk Audiowizualnych Wydziału Zarządzania i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Co ciekawe, w sekcji aktualności, ostatnie konkretne ogłoszenie z naborem tekstów do czasopisma pochodzi z października 2023 roku, zatem nie dotyczy tego aktualnego.

Postanowiłem więc ponowić wyszukiwanie w wyszukiwarce (choć nie korzystam z Google, to wybrałem właśnie ją, aby uprawdopodobnić wyszukiwanie przez przeciętnego użytkownika) z pytaniem o samo ogłoszenie, jednak fraza „call for papers sztuka cyfrowa: archiwa, pionierzy, popularyzacja” nie zwróciła satysfakcjonujących wyników. Ponowiona kwerenda z samą frazą „call for papers sztuka cyfrowa” również nie przyniosła zadowalającego efektu.

I już tutaj powstaje moje pierwsze pytanie: jak możemy mówić o skutecznym obiegu kultury cyfrowej, skoro trudno mówić o skutecznym obiegu informacji o niej samej? Jeśli sygnalizujący śmierć cyfrową sami są wpół żywi i wpół martwi, to czy są w stanie ożywić ledwo dychające środowisko?

Idąc dalej, postanowiłem sprawdzić jeszcze parę innych miejsc, które służą mi za źródła informacji tego, co dzieje się w polu kultury cyfrowej (choć muszę przyznać, że już nie śledzę tego tak, jak kiedyś i na pewno nie znam wszystkiego).

Chodzi mi mianowicie o takie miejsca jak:

Nie ukrywam, nie byłem optymistycznie nastawiony i nie spodziewałem się, że akurat tam znajdę cokolwiek na omawiany temat. Być może to się zmieni w najbliższym czasie, jednak w chwili, w której pracuję nad tym wpisem, nie znajdziemy informacji o naborze tekstów od „Przeglądu Kulturoznawczego” we wspomnianych miejscach.

Jednak ktoś może zapytać, dlaczego w ogóle o tym wspominam i w tym nieco kpiarskim tonie to punktuję? Otóż zwracam tym samym uwagę na to, że środowisko, któremu zależy na zachowaniu sztuki cyfrowej i literatury elektronicznej samo nie potrafi zadbać o swoją obecność w środowisku cyfrowym i o sprawny obieg informacji na tematy, które porusza, a które właśnie dotyczą — o ironio! — środowiska cyfrowego.

Nie dopatruję się w tym niczyjej niekompetencji, nie zrozummy się źle, po prostu to bardzo dobita autodiagnoza. Sam staram się trzymać rękę na pulsie i wspominać raz po raz o czymś, co przykuje moją uwagę. Niestety nie na wszystko znajduję czas, nie o wszystkim mam ochotę pisać (jak na przykład o niedawnej konferencji Electronic Literature Organization, mimo że było tam parę interesujących mnie prezentacji, a która - co zabawne - również dotyczyła kwestii dostępności literatury elektronicznej, co tylko potwierdza wagę problemu).

Rzecz w tym, że nie działam w środowisku naukowym, nie jestem opłacanym pracownikiem akademii, dotowanym uczestnikiem projektu badawczego, ani nawet woluntarystycznym współpracownikiem wydawnictwa czy redakcji jakiegokolwiek tytułu.

Nie chciałbym też, aby to brzmiało jak próżny głos pełen pretensji - choć może część z uwag jest jak najbardziej zasłużona. Po prostu żal mi tego, że wiele inicjatyw czy projektów umiera, nawet nie zdążywszy zaistnieć gdzieś, gdzie mogłyby choć na chwilę pojawić się nawet w wąskim gronie osób zainteresowanych.

Dla przykładu podam wystawę literatury generatywnej studentów Uniwersytetu Łódzkiego, o której pisałem w czerwcu tego roku. Powstaje pytanie, czy stworzone wówczas utwory zostały udostępnione tylko stacjonarnie, czy może jednak zostały gdzieś opublikowane, zachowane dla innych?

Inny przykład: niedawno udostępnione na profilu facebookowym UBU Labu utwory cyforwe zrealizowane w ramach zajęć akademickich, których lektury postarałem się częściowo zarejestrować na swoim kanale na YouTube. Moje pytanie brzmi, czy gdzieś indziej znajdziemy informacje o tych utworach? Czy ktoś zajął się ich archiwizacją, dokumentacją, lub chociażby skomentowaniem?

Pewnie podobnych przykładów jest więcej. Chodzi mi tu jedynie o pewien symptom. Muszę jednak od razu przyznać, że chociażby inne, nie tylko studenckie działania, opublikowane w magazynie Techsty w numerach z 2020 i 2022 roku, znajdują się w jego zasobach, zatem nie jest tak fatalnie, jak to może przedstawiam. Zastanawiam się tylko, czy o tych utworach możemy dowiedzieć się tylko w magazynie Techsty?

A może wszystkie wspomniane przykłady znajdą swoje miejsce w Archiwum polskiej literatury cyfrowej, które jak do tej pory, zdaje się, zawiera tylko określony zasób? Pytaniem retorycznym jest to, czy wspomniane przykłady zostały zgłoszone do centralnych baz danych takich jak CELL lub ELMCIP...

To są tylko moje luźne pytania i refleksje, sprowokowane naborem tekstów do „Przeglądu Kulturoznawczego”. Być może ktoś z naukowców, dysponujący lepszym aparatem naukowym i zapleczem badawczym podejmie się próby metaanalizy i przyjrzenia temu, ile samo środowisko popularyzatorów kultury cyfrowej robi w kwestii popularyzacji rzeczonej kultury.

Pojedyncze jednostki niewiele mogą zdziałać, środowisko za to nie wydaje się być zawiązane, a nawet zaryzykuję stwierdzenie, że jest poróżnione i rozproszone, a może nawet nie ma go wcale i istnieją tylko ciasne grona, raczej towarzyskie, skupione wokół jednostek akademickich...

|

03 czerwca 2021

Dlaczego literatura elektroniczna a nie literatura cyfrowa?

Może niektórzy zastanawiają się, dlaczego posługuję się terminem literatury elektronicznej, a nie literatury cyfrowej? Tym bardziej, że ten drugi termin również istnieje i wiele osób się nim posługuje. Cóż, sprawa jest dość prosta, a ja właściwie nie upieram się przy żadnym z określeń. Mnie bardziej interesuje zjawisko, a kwestia tego, jak je nazywamy, to już drugorzędna sprawa.

Termin literatury elektronicznej (electronic literature) został przeze mnie wybrany przede wszystkim  z powodu powszechności jego użycia, a tym samym popularności, głównie w środowisku naukowym. Pojawia się bowiem w tytułach ważnych publikacji poświęconych temu zagadnieniu, jak chociażby w książkach Electronic Literature as Digital Humanities pod redakcją Dene Grigar i Jamesa O’Sullivana (2021 rok), Mind The Gap! Thinking Electronic Literature in a Digital Culture pod redakcją Bertranda Gervaisa i Sophie Marcotte (2020), Towards a Digital Poetics: Electronic Literature & Literary Games Jamesa O’Sullivana (2019) czy wreszcie Electronic Literature Scotta Rettberga (2019), a także w nazwach wiodących instytucji zajmujących się literaturą elektroniczną, jak chociażby Consortium on Electronic Literature, Electronic Literature Organization czy Electronic Literature as a Model of Creativity and Innovation in Practice.

Nie oznacza to jednak, że odrzucam czy nie uznaję terminu literatury cyfrowej (digital literature), który również znajduje się w obiegu naukowym i pojawia się chociażby w książkach Literatura cyfrowa. W stronę podejścia procesualnego Urszuli Pawlickiej (2017), Digital Art and Meaning: Reading Kinetic Poetry, Text Machines, Mapping Art, and Interactive Installations Roberto Simanowskiego (2011) czy Reading Moving Letters: Digital Literature in Research and Teaching. A Handbook pod redakcją Petera Gendolli, Jörgena Schäfera i Roberto Simanowskiego (2010).

Czasem formą alternatywną wobec terminu literatury elektronicznej jest termin e-literatury (e-literature), a w dyskursie anglojęzycznym jego skrócona forma e-lit. Dlatego czasem mogę posługiwać się i tymi określeniami, choć pewnie ze względu na przyzwyczajenie, wynikającego z powyżej przedstawionych powodów, będę najczęściej pisał o literaturze elektronicznej.

Ogólnie rzecz ujmując, nie ma to znaczenia, jakim terminem się posługujemy, jeśli odnosimy się do tego samego zjawiska. Wchodząc jednak na poziom szczegółów, zwłaszcza w refleksji naukowej, terminy, definicje pojęć i ich zastosowanie ma znaczenie, często wręcz kluczowe. Tutaj – jak pewnie zauważyliście – nie musimy być aż tak precyzyjni.

17 października 2019

ELO powołało zespół redakcyjny czwartego zbioru literatury elektronicznej

Electronic Literature Organization powołało zespół redakcyjny czwartego zbioru literatury elektronicznej, czyli Electronic Literature Collection. Premierę kolekcji zaplanowano na 2021 rok, jednak już teraz ruszają prace nad zgromadzeniem i opisaniem utworów cyfrowych, które się w niej znajdą.

Spośród 23 osób, które zgłosiły się do wzięcia udziału w projekcie, wybrano cztery, które się tym zajmą. Są to:

Rui Torres - profesor nadzwyczajny nauk o komunikacji na Fernando Pessoa University w Portugalii, który ponadto zajmuje się tam semiotyką, literaturą i hipermediami. Jest członkiem zarządu Electronic Literature Organization oraz redaktorem czasopisma zatytułowanego „Cibertextualidades”, poświęconego sztuce cybernetycznej i hipermediom. Torres jest także związany z projektem PO-EX, czyli Digital Archive of Portuguese Experimental Poetry (po-ex.net).

Kathi Inman Berens - adiunkt humanistyki cyfrowej na Uniwersytecie Stanowym w Portland. Była stypendystką Fulbrighta na Uniwersytecie w Bergen, a także kuratorką i badaczką literatury elektronicznej.

John Murray - adiunkt Nicholson School of Communication and Media na University of Central Florida. Zajmuje się literaturą elektroniczną i nowymi mediami zarówno jako teoretyk i badacz, jak i jako praktyk i twórca.

Mia Zamora - profesor nadzwyczajna języka angielskiego na Kean University, gdzie kieruje programem Masters of Arts in Writing Studies. Jest humanistką cyfrową oraz entuzjastką nauczania z wykorzystaniem sieci internetowej. Również jest stypendystką Fulbrighta na Uniwersytecie w Bergen.

Dotychczasowe kolekcje literatury elektronicznej były publikowane w 2006 (ELC 1), 2011 (ELC 2) i 2016 roku (ELC 3). Zebrane tam przykłady można przeglądać na stronie: http://collection.eliterature.org/.

05 stycznia 2019

Scott Rettberg, Electronic Literature. Nowa książka o literaturze elektronicznej

Ukazała się właśnie nowa książka poświęcona literaturze elektronicznej. Jej autorem jest amerykański artysta i wykładowca, profesor na Uniwersytecie w Bergen, założyciel Electronic Literature Organization - Scott Rettberg. Książka nosi tytuł Electronic Literature i została wydana nakładem wydawnictwa Polity Press.

Jest to moim zdaniem jedna z ważniejszych książek o literaturze elektronicznej ostatniego czasu. Choć od równie ważnej książki N. Katherine Hyles zatytułowanej Electronic Literature. New Horizons for the Literary minęło zaledwie 10 lat, to wciągu ostatniej dekady w polu literatury elektronicznej zdążyło wydarzyć się tak wiele, że kolejna pozycja na ten temat jest jak najbardziej na miejscu. Zwłaszcza, że związana z tą literaturą technologia znacznie się rozwinęła.

Kiedy powstawała chociażby definicja literatury elektronicznej (przypomnę, był to 2007 rok) media społecznościowe dopiero zyskiwały na popularności, nie znaliśmy iPhonów (pierwsze urządzenie tego typu zaprezentowano pod koniec czerwca 2007 roku), iPadów (kwiecień 2010), na rynku dopiero co zaczęły pojawiać się mobilne komputery osobiste, np. netbooki (pierwszy tani netbook w szerokiej sprzedaży, ASUS Eee PC, pojawił się pod koniec 2007 roku), panowała technologia Flash, która obecnie ustępuje technologii HTML5, a przetwarzanie danych w chmurze (cloud computing) stanowiło jedynie zapowiedź przyszłości. Obecnie możemy jeszcze dodać technologię rzeczywistości rozszerzonej (AR, czyli Augmented Reality) czy też rzeczywistości wirtualnej (VR – Virtual Reality), nie zapominając o możliwościach sztucznej inteligencji (AI – Artificial Intelligence). To są okoliczności, które mają ogromny wpływ zarówno na społeczeństwo i kulturę, jak i literaturę elektroniczną, jako części kultury cyfrowej [1].

Dlatego książka Scotta Rettberga Electronic Literature jest tak ważna. Co prawda publikacji na temat literatury elektronicznej, jej gatunków, zjawisk w niej występujących powstaje dość sporo. Są publikowane na bieżąco, więc osoby zainteresowane mogą bez problemu poznać najistotniejsze elementy tego zagadnienia. Jednak Rettberg zbiera dotychczasowe spostrzeżenia (fragmenty niektórych rozdziałów ukazywały się jako samodzielne artykuły) i przedstawia w zwartej całości w postaci monografii naukowej, która dopiero co pojawiła się na rynku.

Electronic Literature przedstawia więc nowe formy i nowe gatunki literatury elektronicznej. Rettberg omawia między innymi hipertekst, fikcję interaktywną (interactive fiction), literaturę grywalną (gamelike forms), powstającą np. przy wykorzystaniu platformy Twine, poezję kinetyczną czy też interaktywną (kinetic and interactive poetry), która obejmuje poezję wizualną (visual poetry), dźwiękową (sound poetry), poezję opartą o technologię Flash, HTML5, JavaScript, język programowania BASIC, czy też ruchome litery (moving letters). Pisze również o literaturze powstającej w sieci (network writing), rozpatrywanej jako zbiorowe doświadczenie użytkowników Internetu - pisze więc m.in. o utworach opartych na kodzie (codeworks), flarfie, powieściach mejlowych (email novels), twitteraturze (twitter ficion), netprovie czy też o narracjach zbiorowych (collective narrative). Zatem sięga też do zagadnień z pola wspólnot twórczych czy odbiorczych, co można wpisać w pole zagadnień dotyczących komunikacji lub kultury literackiej, a jeszcze szerzej: socjologii literatury.

Rettberg w swojej książce prezentuje piśmienność uwikłaną przede wszystkim w kontekst współczesnych zjawisk cyfrowych, które są dynamiczne, zmienne i nierzadko nieuchwytne. Ponadto autor porządkuje i umiejscawia najbardziej znaczące przykłady również w kontekstach historycznym, technologicznym i kulturowym (a nawet społecznym). Dzięki temu obraz literatury elektronicznej może być pełniejszy i bardziej zrozumiały, przede wszystkim współcześnie. Zresztą, już z okładki książki możemy dowiedzieć się, że Rettberg przekonuje nas, iż literatura elektroniczna wymaga postawy, w której czytamy ją zarówno przez pryzmat zjawisk eksperymentalnych, charakterystycznych dla ruchów awangardowych, a więc początku XX wieku, jak i przez pryzmat wyjątkowych właściwości (afordancji) nowych technologii wykorzystywanych do powstawania i funkcjonowania e-literatury.

Warto dodać, że w blurbach N. Katherine Hayles, Nick Montfort i Robert Coover - a więc jedne z najistotniejszych osobistości świata literatury elektronicznej - zgodnie przyznają, że Electronic Literature Scotta Rettberga to książka z jednej strony rzucająca światło na nowe części całego pola tej literatury, a z drugiej strony stanowiąca znakomity przewodnik po świecie, który już znamy. Nie można więc przegapić tej pozycji i zaniedbać jej lektury.

Sądzę więc, że książka powinna znaleźć się w bibliotece nie tylko badaczy literatury elektronicznej, ale również osób, które interesują się tym specyficznym rodzajem literatury i chcą wiedzieć na jej temat trochę więcej niż to, co można przeczytać z artykułów naukowych czy popularnonaukowych, dostępnych chociażby w sieci. Książka Rettberga została napisana w języku angielskim. Można ją kupić w zagranicznych sklepach internetowych, jednak powinna być wkrótce dostępna również w Polsce. Do tej pory widziałem ją jedynie w katalogu Świata Książki za nawet przystępną cenę (zwłaszcza w stosunku do przeliczenia ceny podstawowej z dolarów na złotówki).

____________
Scott Rettberg, Electronic Literature, Cambridge-Medford 2019.
Rettberg S. (2019) Electronic Literature. Cambridge-Medford: Polity Press.

____________
Przypisy:
1. Flores Leonardo, Offenhartz Jake, Electronic Literature In 2016: Definitions, Trends, Preservation, And Projections, https://entropymag.org/electronic-literature-in-2016-definitions-trends-preservation-and-projections/ (06.09.2018).

25 listopada 2018

Instytucjonalne wsparcie obiegu literatury elektronicznej


Rozdział nad relacjami literatury elektronicznej z grami nieco odszedł na dalszy plan (choć myślę o nim cały czas), artykuł o podstawach (nie źródłach jednak) obiegu literatury elektronicznej już napisany i wysłany do redakcji, czekam na recenzje. A tymczasem...


Tak się składa, że trafiłem na post Leonardo Floresa na temat naboru tekstów do antologii latynoamerykańskiej literatury elektronicznej.

Dla mnie to doskonały przykład, jak instytucjonalnie wspiera się obieg literatury elektronicznej, która nierzadko bez takiej pomocy nie ma szans ujrzeć elektronicznego światła dziennego. Poza stroną autorską, blogiem, profilami w mediach społecznościowych czy zaprzyjaźnionym czasopismem (a tych nie ma wiele) itp., autor utworu cyfrowego nie ma wielu szans na pokazanie swojego dzieła szerszej publiczności literackiej (częściej i łatwiej to zrobić na festiwalu).

Antologie, kolekcje (np. takie jak Electronic Literature Collection, która jest przygotowywana co kilka lat przez Electronic Literature Organization) lub zestawienia czy listy sprawdzają się tu najlepiej. Głównie dla badaczy, bo nie trzeba daleko szukać, bo wiele znajduje się w jednym miejscu. W przeciwnym razie przykłady e-litu są rozproszone w internetowym uniwersum...

10 listopada 2018

Hipertekst Deeny Larsen "Samplers " a obieg literatury elektronicznej

Podczas sesji Rebooting Electronic Literature 9 listopada 2018, podczas której zaprezentowano utwór Deeny Larsen “Samplers: Nine Vicious Little Hypertexts” (1996) uzmysłowiłem sobie ciekawe rzeczy związane z obiegiem literatury elektronicznej i nie tylko.

Wśród różnych myśli pojawiły się trzy następujące:

1) jak ważna jest warstwa kodu w przypadku utworu e-literackiego i że znaczenia ukryte w tej warstwie nie stanowią dodatku, lecz komplementarną cześć - jak przyznała sama autorka, można czytać hipertekst bez owych linkowych struktur tekstowych, jednak nie daje to pełnego obrazu całego utworu;

2) przykład utworu "Samplers" jest przykładem utworu ekskluzywnego (w sensie trudno dostępnego) w swojej wersji kanonicznej (pierwotnej), a więc w wersji na dyskietce na komputery Macintosh - podczas sesji REL autorka odczytywała hipertekst z wersji zapisanej na płycie kompaktowej, która w stosunku do swojej pierwotnej wersji nie jest wiernie odwzorowana, zatem to już wiele mówi o tym, jak funkcjonuje literatura elektroniczna ze względu na swój fizyczny nośnik;

3) w przypadku tego utworu można stwierdzić, że obieg literatury elektronicznej jest dość zamknięty, bo dostęp do wersji kanonicznej hipertekstu jest utrudniony (jeśli w ogóle możliwy) - ale drugą stroną jest fakt, że częścią obiegu e-litu są właśnie takie Traversale, czyli transmisje, podczas których można sobie to obejrzeć, zobaczyć i poczuć choć namiastkę tego doświadczenia.

Cieszę się, że Electronic Literature Lab robi tak świetną robotę, transmituje na żywo takie wydarzenia i że dzięki temu choć przez chwilę mogę poczuć się, jakbym siedział z nimi w Montrealu i próbował zrozumieć e-lit. A to, że prezes ELO, Dene Grigar czyta moje nieco naiwne pytania i na nie odpowiada, to już dopiero fantastyczna sprawa.

Więcej na blogu ElektroLitera.

21 października 2018

Riding the Meridian jako część obiegu literatury elektronicznej

Częścią obiegu literatury elektronicznej są również wszelkiego rodzaju czasopisma, periodyki czy wortale internetowe.

U nas w Polsce nie ma tego wiele. Przyznam szczerze, że choć nie zgłębiałem tego jeszcze zbyt wnikliwie, to poza magazynami "Ha!art" oraz "Techsty" nie pamiętam innych przykładów (może natknąłem się na coś wcześniej, ale teraz nie mogę sobie przypomnieć).

Z kolei w Stanach Zjednoczonych pod tym względem jest (i było) trochę inaczej. Jednym z przykładów e-czasopisma jest Riding the Meridian, który ponadto stał się przedmiotem procesu zachowywania sieciowych zasobów literatury elektronicznej, dokonywanego przez Electronic Literature Organization. Dlatego o nim wspominam, bo właśnie poinformowała o tym Dene Grigar, prezes ELO.

Kiedyś już pisałem o tym, jak krótkotrwałe czy też narażone na cyfrową śmierć są utwory cyfrowe, dlatego różne grupy - w tym przypadku światowa organizacja - podejmują działania, które mają przykłady ważne dla kultury cyfrowej uchronić przed zniknięciem lub spowolnić proces ich wyparcia.

Wpisuje się to również w podtrzymywanie cyrkulacji utworów cyfrowych i wspieranie obiegu literatury elektronicznej. Dlatego mnie to interesuje. Bo w tym kierunku zmierzają moje badania. Tylko, że tyle jeszcze przede mną... xD

Riding The Meridian można szukać pod poniższym adresem: http://www.heelstone.com/meridian

Czytaj więcej…

Zotero 7 Update

Najnowszy update Zotero, czyli wersja programu oznaczona numerem 7, to doprawdy wielka nowość, mimo że zakres wprowadzonych zmian nie jest t...

Możesz przeczytać jeszcze…