Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blogowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blogowanie. Pokaż wszystkie posty

26 lipca 2024

Czy ludzie naprawdę jeszcze blogują?

We wtorek 2024-07-23 na Hacker News pojawił się link do wpisu blogowego Larsa Christiana, który zadaje w nim pytanie o to, czy ludzie w rzeczywistości, w realnym życiu, wiedzą, że masz bloga. Dla mnie stało się to pretekstem do zadania pytania w ogóle o to, czy ludzie nadal blogują i jak wygląda sytuacja osobistych stron internetowych.

Wpis Christiana Re: Do people IRL know you have a blog? stanowi właściwie odpowiedź, czy też nawiązanie do wpisu użytkownika bacardi55 Do people IRL know you have a blog?, który rozważał ten sam problem.

I tak bacardi55 zastanawia się nie tylko na tym, jak wygląda to w jego przypadku, ale również jak podchodzą do tego inni blogerzy. To znaczy, jak ludzie patrzą na swoje blogi i strony autorskie, czym one dla nich są oraz jak to ma się do kontaktów z innymi ludźmi w rzeczywistości.

Dodatkowo stwierdza jeszcze, na podstawie swoich doświadczeń i obserwacji, że przeglądanie stron internetowych w celu wyszukiwania czegokolwiek nie jest już popularne, przede wszystkim dlatego, że ludzie spędzają czas głównie na portalach społecznościowych.

Christian odpowiadając na ten wpis, poza stwierdzeniem, że jego strony w prawdziwym życiu nie zna wiele osób, pisze coś innego. Mianowicie dodaje, że sieć niezależnych, małych stron, czyli osobistych stron internetowych, tworzonych przez ludzi, którzy robią to wedle uznania, jest dla niego ciągłym źródłem inspiracji.

I w tym stwierdzeniu jest coś, na co warto zwrócić szczególną uwagę, tym bardziej w kontekście wpisu, który cytuje, czyli wpisu Robina Rendle'a I am a poem I am not software.

Rendle odpowiada na obawy dotyczące publicznego charakteru stron internetowych. Możemy bowiem zadać pytanie, jak poradzić sobie z poczuciem, że wystawiamy się na publiczny odbiór, że strona internetowa, czy blog, który tworzymy, mogą zawierać treści źle widziane, na przykład przez innych ludzi, czy naszych obecnych lub potencjalnych pracodawców?

Odpowiedzią Robina jest stwierdzenie: jesteś poematem a nie programem. Nie do końca wiem, jak rozumieć to sformułowanie, jednak z jego wpisu wynika, że chodziło mu o to, że jesteśmy kim jesteśmy i nie musimy być doskonali, czy perfekcyjnie przedstawiać siebie, jakbyśmy byli produktem na sprzedaż.

Można to więc podsumować tak: osobista strona internetowa nie jest produktem ani wizytówką biznesową, tylko miejscem, w którym wyrażamy siebie, dlatego może być nieco inna, nawet dziwna, ponieważ ma charakter, nierzadko przecież charakter, który wyraża nasz charakter. Dlatego można pozwolić sobie na to, aby tworzyć stronę internetową tak, jak zechcemy i w kierunku, jaki wydaje się nam słuszny.

I tu właśnie pojawia się słowo kluczowe, czyli charakter. Sieć osobistych stron internetowych i blogów ma swój charakter, wyraża kogoś i to niemal w każdym aspekcie, od estetyki po przekonania. Z kolei profile w mediach społecznościowych, monetyzowane i dyktowane systemem rekomendacji treści, czyli osławionym algorytmem, są pozbawione tego charakteru, są mdłe i nudne, ponieważ ostatecznie wszystkie okazują się takie same.

Podsumowując więc przywołane wpisy, przedstawia się to tak, że bacardi55 pisze o tym, że przeglądanie stron internetowych nie jest popularne, ludzie spędzają czas na platformach społecznościowych, na co christian odpowiada i dodaje, że osobiste strony internetowe są bardziej inspirujące, niż profile w mediach społecznościowych, z kolei przywoływany przez niego rendle pisze o tym, że warto tworzyć osobiste strony internetowe, nawet jeśli wydają się dziwne, dlatego, że mają swój charakter.

Z kolei wracając do mojego pytania o to, czy ludzie nadal blogują i jak wygląda sytuacja osobistych stron internetowych, to odnoszę wrażenie, że trudno udzielić jednoznacznej odpowiedzi.

Z jednej strony może rzeczywiście to coś rzadkiego i niemodnego, choć z drugiej strony trafiam na przykłady, które przekonują do tego, że jednak kultura prowadczenia osobistej strony internetowej ma się dobrze, tylko jej na co dzień nie widać. Zatem być może problem nie tkwi w tym, że mało kto tworzy blogi czy strony, tylko mało kto ma ochotę je czytać i aktywnie brać udział w ich życiu.

|

20 maja 2024

Czy blogowanie już umarło?

Pytanie o to, czy blogowanie już umarło, zadaję sobie co jakiś czas. Wciąż nie potrafię jednoznacznie na nie odpowiedzieć. Czy naprawdę jest tak, że po tych kilkunastu latach, gdy media społecznościowe wzięły górę w internecie, nie ma już sensu blogować w tradycyjnym – takim wczesnointernetowym – rozumieniu?

Przeglądam komentarze pod swoim bodajże pierwszym blogiem (Foliałem – udało mi się znaleźć wyeksportowane archiwum) sprzed, nie wiem, kilkunastu lat, może z 2009 lub 2010 roku (sam blog powstał jesienią 2008 roku), a może trochę później, i jest tam tyle ciekawych rozmów, tylu interesujących ludzi, że aż trudno mi uwierzyć w to, że pisząc bardzo nietypowego bloga w tamtym czasie (był znacznie bardziej niszowy niż ten obecny) mogłem organicznie przyciągać uwagę ludzi, z którymi nierzadko korespondowałem poza blogiem.

A dziś?

Obecnie mój blog, Biblionetoteka, który choć, jak wspomniałem, nie jest tak niszowy, jak tamten, to jednak nie przyciąga żadnej uwagi.

Może gdybym prowadził profil na facebooku (co mam jednak za sobą), lub gdzie indziej (może mastodon?), może bym przyciągnął czyjąś uwagę, choć i tak w to wątpię. Tylko według mnie to nie ma sensu, bo co jest moje na facebooku? Wpisy, na których wyświetlanie i tak nie mam wpływu. Wszystko inne, od interfejsu, przez interakcję z ludźmi, jest generyczne i spłaszczone, zredukowane przez wielką korporację i sprowadzone raczej do kapitalizacji uwagi.

Nic z tym nie mogę potem zrobić, bo wszystko wpada w worek bez dna. Jeśli nie spodoba się teraz, to wg tych korporacji nie spodoba się później. To już nawet na YouTube niektóre filmy potrafią po latach gdzieś wypłynąć na powierzchnię i być oglądane. To jednak są zaskakujące sytuacje i traktowane przez ludzi ze zdumieniem.

Odnoszę wrażenie, że internet obecnie się zepsuł – choć to nie taka nowa obserwacja i pewnie też nie zepsuł się sam z siebie, zepsuły go wielkie korporacje, bogaci biznesmeni, którzy z wolnościowymi hasłami na ustach promaują swoje portale.

Pod tym względem ciekawa jest teoria martwego internetu. Internet nie jest już nastawiony na człowieka, na zwykłego człowieka, który chce i tworzy swoje miejsce w sieci. Teraz mamy do czynienia z internetem wielkich korporacji, monopoli cyfrowych, rządząnych logiką kapitalizmu, wyzyskiwania człowieka celem maksymalnego zysku.

Kto na tym zyskuje? Na pewno nie zwykły człowiek, który chce się podzielić ze światem swoim kawałkiem życia.

Niektórym może się udaje i może te osoby mogą powiedzieć, że jednak oni, właśnie w tej swojej normalności, mają swoje miejsce, są zauważeni, robią coś więcej. Według mnie jednak to są pozory. Ludzie w ogólnym rozrachunku wcale nie widzą, w co są uwikłani i jak bardzo są zależni...

Te świadectwa mnie nie przekonują. A tak się składa, że pisząc te słowa trafiłem na film na YouTube why you should have a youtube channel, który ma przekonywać do tego, że każdy może mieć kanał na YouTube. I oczywiście mieć może, tylko nie jest tak dobrze zbudować coś, jeśli ma się naprzeciw siebie niesprzyjającę warunki na takiej platformie jak YouTube.

Kuya Gian, 2024-02-28, why you should have a youtube channel, https://www.youtube.com/watch?v=Jr4G6bZILGQ (2024-03-07)

Podobnie mam z poniższymi blogowymi wpisami, przedstawiającym pewną diagnozę współczesnego internetu.

Harold Jarche wspomina nawet o pewnej nadziei, dotyczącej tego, że blogowanie może powrócić, jeśli ludzie zorientują się, że to dobry sposob na ucieczkę od drapieżnego kapitalizmu wielkich platform społecznościowych, których nie intresuje nasza osobowość i tworzenie wspólnot.

Piękna nadzieja, jednak czy warta utrzymywania w obecnych czasach?

Blogowanie to wspaniała sprawa, nie trzeba mnie o tym przekonywać, tylko wciąż zastanawiam się, czy to jest coś, co wciąż ma znaczenie, coś, co kogoś szerzej interesuje, co integruje ludzi i sprawia, że chcą tworzyć internetowe społeczości? Nie jestem przekonany... Ale może wciąż tak jest.

|

27 stycznia 2023

Blogowanie w Bloggerze

Blogowanie w Bloggerze to udręka. Chciałem dodać to, co poniżej napisałem na temat Wikipedii i Waterfoksa.

Ogólnie nie jest to już tak uciążliwe, jak kiedyś, bo mogę sobie przekopiować surowy kod, jednakże dodawanie materiałów graficznych to już istna tortura.

Blogger dodaje grafiki jaki blok div, przy których nie da się dodać podpisu, a jak doda się ten podpis w edytorze wizualnym, to Blogger zmienia całość na tabelę, czego nie mogę pojąć.

Zatem ustawiłem sobie styl elementów figure oraz figcaption w edytorze stylów css w Bloggerze, dodaję teraz normalnie to, co piszę w pliku lokalnym, a potem tylko podmieniam źródło materiału graficznego z pliku lokalnego na to, co generuje Blogger, po dodaniu plików, czyli na dziki url, który wygląda tak (zob. poniżej), że doprawdy nie wiem, gdzie to ląduje i jak jest przetworzone (bo potem te obrazki wyglądają okropnie).

https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgsv2bykjsadGYFc66JfQrzoXCrgdr2BWUo7LpsXHGwVndG4cviIUUkFAUhKBmKTUj7cEfEvJSFriCW1tQFZfs5YYM1lKCDDU2X3dadj_rhFZzB8kOu0McnV5PYAJO8-poaldczvDmBK3EuRYcy8kWq7VVoJcHpeL2B0R9ZX444J2uIxbEj031sVX13/s2295/wikipedia-zrzut-2023-01-27-21.29.30.png

Pomijam już to, że samo dodawanie tego jest również toporne. Może jednak po obmyśleniu sposobu nie będzie to tak uciążliwe, jak dziś.

15 stycznia 2023

Może coś jeszcze z Biblionetoteki tutaj będzie?

Biblionetotekę, jako bloga, stworzyłem w grudniu 2017 roku. Minęło już więc pięć lat, odkąd właściwie cokolwiek staram się tutaj robić. Niestety ani robię to wystarczająco dobrze, ani tak, jakbym tego chciał. Gdybym był konsekwentny, to miałbym to co najmniej dwa razy więcej wpisów.

Zaczynam może jednak myśleć o tym miejscu, jako rzeczywistym weblogu, a więc internetowym dzienniku, a nie jako stronie internetowej, serwisie czy czymkolwiek tam jeszcze, co nie może mieć osobistego charakteru. Nie wiem, kiedy i z jakiego powodu zalęglo we mnie to myślenie, że nie mogę tu pisać swobodnie i w ogóle o czymkolwiek tylko zechcę, że to musi być bardzo rzetelne i naukowe.

Obecnie nieco zmienia we mnie myślenie to, że niemal symultanicznie pracuję nad Biblionetoteką, jako określonym systemie (kiedyś opisywałem to jako system technoepistemologiczny) gromadzenia i przetwarzania wiedzy, w formie statycznej lokalnego hipertekstu. Może kiedyś będę w stanie umieścić to na jakimś serwerze.

Chodzi mi więc o to, że piszę (jak na przykład teraz) w lokalnym pliku HTML (notabene, pracuję w Emacsie, dzięki czemu uczę się obsługi tego programu oraz przy okazji języka HTML; o tym, dlaczego nie korzystam już z Obsidiana, to może jeszcze napiszę, bo to też ciekawy przypadek), w którym prowadzę weblog, a następnie mogę po prostu skopiować dany fragment (to znaczy konkretny wpis z danego dnia), nawet wprost z tagami HTML, aby wkleić go potem w edytor bloggera, dzięki czemu omijam też bardzo toporny proces pisania w bloggerze, który od lat się nie zmienia i wciąż jest niemal do niczego.

Ale bloga założyłem tutaj, ponieważ w 2006 lub 2007 roku, kiedy zakładałem pierwszego bloga w życiu (żałuję, że straciłem te miejsca, bo chyba w jakimś afekcie pousuwałem wszystko, a wówczas nie myślałem o czymś takim, jak kopia zapasowa), to była platforma, którą poznałem i która wówczas była wystarczająca. Niestety, przez te lata nie zdołałem ogarnąć niczego lepszego, choć różne były przygody z tym związane. Dziś może postawiłbym coś na własnej domenie, w oparciu o jakiś generator stron statycznych coś, sam nie wiem. Tylko trochę mi szkoda tego miejsca… To znaczy tego adresu, bo pewnie wpisy i wszystko inne dałoby się migrować.

Wiem, że mógłbym pisać normalnie w tekście niesformatowanym, np. Markdown, a potem sobie wszystko wyeksportować i tak dalej. Jednak dla mnie to wydaje się za wiele zmieszania, a to jednak ja to robię, że nawet jeśli wydaje się, że to jest pod górkę, czy na około, to chyba taki już mój styl pracy.

Dlatego postaram się jednak coś tutaj dodawać. Choć już niejednokrotnie składałem sobie różne obietnice i nie zawsze wynikały z nich dobre rzecży, to tutaj po prostu nic nie stwierdzę. Będzie to, co będzie.

Czytaj więcej…

Zotero 7 Update

Najnowszy update Zotero, czyli wersja programu oznaczona numerem 7, to doprawdy wielka nowość, mimo że zakres wprowadzonych zmian nie jest t...

Możesz przeczytać jeszcze…