13 marca 2023

Kiedyś to był Internet!

Osoby, które interesuje historia Internetu, a zwłaszcza polskiego Internetu, nazwisko Marcina Wilkowskiego na pewno znają. Jakiś czas temu na portalu culture.pl ukazał się wywiad, który przeprowadził z nim Filip Lech.

Rozmowa traktuje o pierwszym doświadczeniu webu, jego wczesnej różnorodności, wartości, jaką daje anonimowość online, a także o upadku znaczenia linków we współczesnej sieci i o tym, czemu warto archiwizować memy. Z wywiadu dowiesz się też o tym, jaki jest charakter współczesnej obecności w mediach społecznościowych oraz jaką wagę miało autorskie tworzenie witryn internetowych.

„Dzisiaj, kiedy patrzymy na Internet, nie ma jakiejś otwartości i świeżości. Nie ma też takiego chałupnictwa, które wtedy było powszechne i wydaje mi się wartością, którą warto byłoby zachować.”

Przy tej okazji więc polecam bloga Wilkowskiego: web96.pl, ponieważ estetyką świetnie nawiązuje do wczesnego Internetu (wspaniałe gify!), a do tego opisuje różne (zapewne zapomniane lub nieznane przez młodszych użytkowników) zjawiska, np. takie jak internetowa książka adresowa, obecność Internetu w tak zwanych starych mediach, czyli prasie czy telewizji. Naprawdę polecam. Autor wygrzebuje prawdziwe internetowe perełki.

10 marca 2023

Notowanie i dokumencja - w jednym czy wielu plikach?

Zastanawiałem się nad efektywnością prowadzenia calej dokumentacji notatek i w ogóle gromadzenia wszystkich informacji w jednym pliku.

Oczywiście w przypadku niektórych typów informacji czy danych może to być kłopotliwe, czy wręcz niemożliwe, jednakże w przypadku samego tekstu…? Bo ile linijek tekstu można tak zgromadzić? Ile stron, znaków i tak dalej? Nawet jeśli dokument ważyłby kilkanaście czy kilkadziesiąt MB, to przecież wciąż jest do użycia i wykorzystania, nie staje się bezużyteczny z powodu swojego ciężaru czy braku mobilności.

Wówczas poszczególne notatki są odnajdywalne prostym poleceniem wyszukaj, a ponadto można je przemieszczać w obrębie dokumentu wedle potrzeby, dopisywać określone inforamcje tam, gdzie się chce, a niekoniecznie na kolejnej wolnej stronie. Czyli tak, jak w pierwotnym commonplace book, tylko w wersji elektronicznej. Zresztą commonplace book zakłada, że materiał jest rozłożony nie wg kolejności, tylko tematu, a więc pomiędzy tematami są strony, które są do wykorzystania, jeśli tylko pojawi się nowy wpis do dotychczasowego tematu, czy nowy temat.

Moja rozprawa doktorska, licząca - w swojej surowej wersji - z przypisami, ale bez biblionetografii, łącznie 368 824 znaków, 46 631 słów, mieszcząca się na 90 stronach, może wydawać się ogromna, ale tak naprawdę nie jest, plik odt z tą surową wersją waży jedynie 145 kb. To nie jest więc wiele. Co ciekawe tekst w formacie txt waży 377 kb, tyle samo w formacie md.

Z kolei, wg danych, jakie wyświetla mi Obsidian (dzięki wtyczce Novel Word Count), moje wszystkie notatki, z okresu 2021-06-06-2022-11-05 zawierają 850 355 znaków, a cały sejf, to znaczy notatki, tylko pliki md, bez załączników i innych dokumentów, zawierający łącznie 667 plików, waży 881 kb.

W sumie więc, ogólniając, miałbym plik ważący jakieś trochę ponad 1 megabajt, zawierający trochę ponad milion dwieście tysięcy znaków. Możliwe, że zmieściłoby się to na 3,5 calowej dyskietce. Choć oczywiście wziać należy pod uwagę potrzebę dodawania wszelkich dodatkowych materiałów.

Aktualna wersja Biblionetoteki, zawierająca 145 plików (nie są to jednak wszystkie pliki, ponieważ część jest rozproszona po całym dysku, nie wszystko znajduje się w katalogu głównym), głównie plików html, waży 571 kb (rozszerza się jednak wraz z tym, jak piszę ten tekst).

Zatem w odniesieniu do możliwości dzisiejszych dysków, a nawet kart sd czy pamięci usb, to są śmiesznie małe wielkości. Jednak nie rozstrzyga to jednak kwestii, czy lepiej notować w jednym pliku (lub plikach o określonym zakresie, np. dziennik osobno, notatki na temat literatury osobno i tak dalej), czy może każda notatka, nawet dwa trzy zdania, w osobnym pliku. A pliki łączyć albo wikilinkami, wykorzystując np. Obsidian czy inne programy (np. Org-Mode w Emacsie), czy po prostu pisząc ich nazwy czy identyfikatory (tutaj metoda łącznia notatek ma drugorzędne znaczenie).

Traktuję to jednak jako hipotezę i eksperyment. Zapewne ktoś już zadawał to pytanie, ktoś na nie odpowiedział, a te odpowiedzi są różne, sprzeczne i wykluczające się. Dlatego nie liczę na rozstrzygnięcie, tym bardziej w ogóle, może bardziej co do tego, co ja sam robię, a więc muszę sam to rozważyć, choć obecnie pracuję z wieloma plikami.

Prawdopodobnie najlepszym rozwiązaniem będzie kompromis - kilka średnich plików. Duże pliki na szerokie zakresy, ale jednak pogrupowane, czy ustrukturyzowane modułowo, tak, aby zawierać sporo informacji, ale nie obciążać nawigacji, tak jak mam to na przykład z weblogiem, newsletterem - w których mam osobne rejestry, ale za to są dość długie, dzięki czemu z jednej strony wszystko co dotyczy tego konkretnego kontekstu, jest zebrane w jednym miejscu, a przy tym nie miesza się z innymi. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, aby niektóre takie rejestry się ze sobą łączyły.

Choć to też kwestia tego, jak są odczytywane, czy też wyświetlane takie pliki. Zatem to już jest kwestia do indywidualnego rozstrzygnięcia, gdyż zależy do sposobu pracy z plikami i zawierającymi je danymi. Bo czy jeśli ktoś słucha całych albumów muzycznych potrzebuje każdego utworu w osobnym pliku? A jeśli ktoś słucha tylko wybranych utworów lub robi sobie składanki, to czy wygodnie mu mieć albumy lub dyskografię artysty w jednym pliku?

14 lutego 2023

Czytniki kanałów RSS i Atom oraz software-hopping

Trafiłem na wtyczkę Feedbro (dla Waterfoksa/Firefoksa, ale dostępną też dla innych przeglądarek), która pozwala subkrybować kanały Atom i RSS (dotychczas myślałem, że to jest to samo, ale nauczyłem się dziś, że jednak nie). I bardzo mi się podoba, jak prosta w użyciu jest.

Przede wszystkim pozwala na szybkie zasubskrybowanie kanału prosto ze strony (wyjątkiem jest Hypothes.is, bo tam wciąż trzeba kopiować wszystko naokoło, bo przecież nie może być za łatwo), nie trzeba więc szukać odpowiedniego adresu, czy kopiować go do zewnętrznych stron czy programów. Do tego pozwala bardzo łatwo zarządzać tym, gdzie i jak się wyświetla.

Szybko ładuje treści z YouTube, w ogóle szybko działa. Ponadto pozwala pobierać tweety, ogólnie, po tych kilku minutach sprawdzania, stwierdzam, że to jest świetne narzędzie, które z wielką przyjemnością przetestuję i dam mu szansę, póki co czuję, że zastąpi mój dotychczasowy czytnik. Jednak nie chcę chwalić go przedwcześnie, zobaczymy, jak sobie poradzi z czasem i z innymi stronami czy serwisami.

Tym bardziej, że moim ostatnim punktem szczególnej uwagi jest zużywanie zasobów komputera, bo widzę, że czasem programy, zwłaszcza przeglądarki internetowe (na swoje nieszczęście korzystam z trzech symultanicznie) zużywają sporo pamięci podręcznej, nawet wówczas, gdy nie renderują jakiejkolwiek strony. Możliwe, że muszę coś poustawiać, aby uniknąć tego problemu.

A już pod tym względem najciekawsze dla mnie jest to, że Zotero zużywa bardzo wiele pamięci i nie wiem, dlaczego. Może to przez to, że próbuje zynchronizować pliki z chmurą, a ja już osiągnąłem limit i występują jakieś problemy. Nie wiem.

Ponadto muszę zwrócić jeszcze uwagę na zużywanie przestrzeni dyskowej, bo przy niewielkich rozmiarów dysku ssd, szybko można pozbyć się wolnego miejsca (parę dni temu miałem wolne jedynie z ok. 3 GB miejsca), tym bardziej, jeśli ma się kilka kont pocztowych podpiętych pod Thunderbirda, który wszystko pobiera do folderu lokalnego. Inna sprawa, że ja też mam bałagan w skrzynce i powinienem to wszystko uporządkować.

Dlatego chyba przeproszę się z Mailspringiem, którego używałem, ale jakoś tak porzuciłem. Podobnie jak z kalendarzem Morgen. Chyba coś, co można nazwać app-hoppingiem, lub software-hoppingiem (na wzór distro-hoppingiem), dość wyraźnie i dotkliwie mi doskwiera. Ale cóż mogę poradzić na to, że tak lubię sprawdzać różne narzędzia i przy tym nie potrafić (czego już tak nie lubię) podejmować decyzji…

08 lutego 2023

Śledzenie zaznaczeń i notatek Hypothes.is poprzez kanały RSS

Hypothes.is wcale nie uławia śledzenia użytkownika, czy jakiegokolwiek innego strumienia, poprzez kanały RSS. Nie twierdzę, że nie umożliwia, lub że nie ma instrukcji, jak to zrobić. Po prostu nie da się tego zrobić z poziomu strony z adnotacjami. Kiedy wyszukasz jakiegoś użytkownika, nie ma przycisku, który pozwala pobrać wybrany adres. Nie może być tak łatwo, jak widać.

Musisz albo znać adres, jaki trzeba wykorzystać do tworzenia adresu kanału RSS, lub skorzystać ze strony pomocy, co jest przydatne, tego im nie odmawiam, ale to irytujące. Dlaczego by nie umieścić określonych przycisków na stronie przy profilu użytkownika lub przy wynikach wyszukiwania dla danego tagu lub domeny? Pewnie przemawiają za tym bardzo ważne powody.

Zatem wystarczy mieć adres https://hypothes.is/stream.atom? lub https://hypothes.is/stream.rss? i następnie dodać odpowiednią część:

  • dla dla adresu url to będzie uri= i następnie adres url strony, dla której chcemy śledzić adnotacje, np. https://hypothes.is/stream.rss?uri=https://biblionetoteka.blogspot.com/
  • dla tagu to będzie tags= i następnie tag, który chcemy śledzić, np. https://hypothes.is/stream.rss?tags='Sztuczna Inteligencja'
  • dla użytkownika to będzie user= i następnie nazwę użytkownika, którego chcemy śledzić, np. https://hypothes.is/stream.rss?user=michaljjwilk

Zatem jeśli znamy wzór, to nie jest takie trudne. Może więc nie powinienen narzekać. Może. Tylko dlaczego usługa nie ułatwia tego poprzez wygenerowanie takich adresów na samej stronie? No nic, nic wielkiego.

Ponadto pomyślałem, że Hypothes.is jest trochę jak Microsoft. Mają chyba gdzieś unowocześnienie wyglądu, bo i tak mają użytkowników. Co z tego, że to użytkownicy ze szkół, uczelni, czy nawet urzędów. Windows swego czasu, zwłaszcza w europie był bardzo popularny (pewnie nadal jest) właśnie dlatego, że był w szkołach, uczelniach, urzędach. A że wygląda(ł) i działa(ł), tak jak wygląda(ł) i działa(ł), to już inna kwestia.

Czy Hypothes.is ma szansę na to, aby zdobyć serca i umysły młodych ludzi, którzy są tak zafascynowani np. Notion czy Obsidianem? Według mnie nie.

Po pierwsze, ma ograniczone możliwości - nie ma np. takiego społecznościowego charakteru jak Glasp, nie ma takiego interfejsu, który wygląda znajomo (jak z wodących portali społecznościowych).

Po drugie, nie ma ciekawych rozwiązań, jak np. implementacja Sztucznej Inteligencji, jak Glasp w przypadku generowania opisów filmów na YT.

Po trzecie, bazuje na grupie użytkowników, która używa tego narzędzia, bo - właśnie - szkoła lub uczelnia realizuje jakiś program, co do którego prowadzenia szkoła czy uczelnia podpisała umowę czy porozumienie…

Tak przynajmniej sądzę w tej chwili.

04 lutego 2023

Program do przełączania okien i programów

Systemowy przełącznik programów i okien na macOS jest koszmarny.

Ciągłe przełaczanie poszczególnych elementów poprzez skrót Cmnd + Tab lub Cmnd + ` jest niewygodne, a nawet określone ustawienie klawiatury czy skrótów niewiele rozwiązują, przynajmniej w moim przypadku.

Na pomoc przychodzą zewnętrzne programy.

Wcześniej testowałem Context. Jest wspaniały, pozwala na ogarnięcie naprawdę sporej liczby przestrzeni, a do tego świetnie wykorzystuje sterowanie klawiaturą. Do tego program wykorzystuje konteksty, jak sama nazwa wskazuje.

Niestety program jest płatny, choć nie tak wiele, tylko 9.99$ (12.29$ z podatkiem w Polsce), do tego nie w modelu subskrypcyjnym, tylko jednorazowo.

Chciałem jednak sprawdzić, czy istnieje coś prostego, a do tego darmowego i może nawet z otwartym kodem źródłowym. I tak trafiłem – poprzez post na forum apple.stackexchange.com – na AltTab, który w zamyśle ma zapewne replikować przełącznik z Windowsa.

Dla mnie to bez znaczenia, ponieważ szukałem programu, który pozwala przełączać programy, czy raczej wyzwalać ekran do przełączenia jednym skrótem, do tego bez potrzeby trzymania tego skrótu lub klawisza ze skrótu (a więc naciskam i zwalniam, nie muszę trzymać).

Teraz przy odpowiednich ustawieniach z AltTab mam tak, że jeden klawisz wyzwala listę programów i za pomocą strzałek na klawiaturze wybieram ten, który mnie interesuje. Mam też skrót na programy z danego obszaru roboczego oraz wszystkie okna danego programu.

Nie potrzebuję więcej, póki co. A i tak ostatnio aktywny program czy ostatnio aktywne okno przełączam jednym klawiszem. A wszystko to możliwe dzięki dodatkowym ustawieniom w klawiaturze Ergodox.

Literackie boty na Twitterze wyginą

Twitter ogłosił zamknięcie swojego API, a raczej wniesienie opłaty, pozwalającej z niego korzystać. Tym samym twórcy botów mogą mieć wyraźnie pod górkę. Opłata za dostęp do API ma wynosić 100$ na miesiąc.

Zapewne sporo literackich botów przestanie działać, a na pewno przestaną powstawać w dotychczasowej liczbie. Takie przynajmniej jest podejrzenie. Tak też zresztą uważa były prezydent Electronic Literature Organization, Leonardo Flores, który na Twitterze napisał nawet, że to będzie botmaggeddon. Jego tweet poniżej.

Sam nie żywię wielkiego zainteresowania botami na Twitterze, trudno mi więc to ocenić. Widzę jednak, że dzieje się coś znaczącego, chciałem to odnotować. Wokół Twittera dzieje się ostatnio sporo różnych rzeczy. Mnie osobiście to miejsce już od dawna nie bawi tak, jak kiedyś...

Na wszelki wypadek, gdyby tweet w przyszłości nie był dostępny, zamieszczam zrzut z ekranu poniżej.

https://twitter.com/leohackeur/status/1621325359177252869

30 stycznia 2023

Niedoceniana siła kanałów RSS

Sam nie do końca doceniam siłę, jaka drzemie w technologii RSS. Niegdyś korzystałem z nich regularnie, właściwie służyły mi częściej niż jakiekolwiek inne strumienie aktualności w jakichkolwiek mediach społecznościowych, w których zresztą konta i tak zakładałem długo po tym, jak zacząłem korzystać z internetu. Zatem nic w tym dziwnego.

Jednak nie wiem dlaczego zapomniałem o tym wszystkim, dlaczego dałem się zwieść tym wszystkim mediom - algorytmicznie przetworzonym, dyktowanym trendami i różnego rodzajami technologiamii rekomendacji, wykorzystywanymi w serwisach streamingowych czy mediach tylko reklamowo nazywanych społecznościowych.

Dziś ponownie dotarła do mnie ta niby oczywista (nie dla mnie, gdyż łatwo zapominam i potem odkrywam na nowo, nie jestem więc zbyt dobry i konsekwentny w swoich odkryciach) prawda, że kanały RSS to jest znakomite rozwiązanie do śledzenia tego, co się gdzieś ukazuje.

A dziś tym bardziej, bo zauważyłem to na przykładzie YouTube, ponieważ można śledzić aktywność poszczególnych kanałów w czytniku RSS, do tego bez potrzeby posiadania konta na YT, a to z kolei pozwala na coś, o czym myślałem jakiś czas temu, a czego nie potrafiłem jakoś przemyśleć wystarczająco dobrze, aby może jednak zrozumieć, że rss na to pozwoli.

Chodzi mi mianowicie o to, że dzięki stworzeniu określonych list RSS mogę posortować określone kanały YT, czyli tak naprawdę stworzyć listy list subskrypcyjnych, tak, aby nie musieć przeglądać wszystkich aktualizacji w jednym miejscu, co powoduje tylko zamieszanie i to, że umykają niektóre publikacje. A przecież zważywszy na różne strefy czasowe, wystarczy, że ktoś opublikuje coś wieczorem u siebie, a to wyświeli się w nocy lub nad ranem mojego czasu, a jeśli nie ustawię powiadomień czy algorytm mi nie podpowie, to mogę to przeoczyć. A wiele razy mi się to zdarzało.

Zatem dajmy na to interesują mnie kanały naukowe, ale mam też kanały technologiczne z informacjami na temat komputerów, programowania i cyberbezpieczeństwa. Jednak oglądam też gameplaye, czy jakieś inne rozrywkowe rzeczy, które mają swoje miejsce i czas. W standardowym widoku widzę je wszystkie naraz, jako jeden strumień, muszę być uważny i wybiórczy, a mając te prawie 300 subskrypcji (z których i tak może 50 jest aktywnych do tego stopnia, że conajmniej dwa razy w tygodniu coś się ukaże).

Dzięki temu, że mogę stworzyć sobie określone listy kanałów RSS, to mogę dzięki temu te listy od siebie oddzielić i jeśli akurat chcę sobie obejrzeć coś rozrywkowego, nie muszę odrzucać w tym czasie materiałów z kanałów naukowych.

Choć oczywiście może to mieć swoje wady, gdyż może przestanę przeglądać poszczególne listy i coś ot tak mnie nie zainteresuje. Jednak i tak w tej chwili (może się to zmieni) wydaje mi się to świetnym rozwiązaniem.

Aktualnie korzystam z czytnika Reeder 5, testuję też Fraidycat. Próbowałem dodawać kanały RSS do Zotero czy Thunderbirda, ale nie podobało mi się to, jak wyświetlają się poszczególne materiały i jakie informacje są pobierane.

W przypadku YouTube trzeba podejrzeć kod źródłowy strony, poszukać hasła RSS, tam będzie określony URL ze strumieniem RSS. I to wystarczy. Można ewentualnie skorzystać też z gotowego adresu: https://www.youtube.com/feeds/videos.xml?channel_id=, a następnie podać tylko ID kanału. I tu zależy, czy ktoś ma jeszcze stary adres z Id, czy już nowy z nickiem.

Jeśli to drugie, to chyba trzeba nieco naokoło znaleźć, bo nie wiem, czy istnieją inne rozwiązania niż poniższe, bo znalazłem takie, które działa, nie szukałem więc dalej.

Zatem jeśli ktoś ma w adresie kanału ID, to jest łatwiej.

Na przykład adres URL kanału Protesilaosa Stavrou to https://www.youtube.com/channel/UC0uTPqBCFIpZxlz_Lv1tk_g (na marginesie - polecam), zatem jego ID to UC0uTPqBCFIpZxlz_Lv1tk_g, dzięki czemu adres kanału rss dla tego kanału to https://www.youtube.com/feeds/videos.xml?channel_id=UC0uTPqBCFIpZxlz_Lv1tk_g.

Jeśli jednak nie mamy tego ID w URL, bo ktoś już ma nowy sposób wyświetlania kanału, np. DistroTube ma adres https://www.youtube.com/@DistroTube/. W tym przypadku polecam więc stronę https://ytlarge.com/youtube/channel-id-finder/, w której trzeba wprowadzić adres kanału (czyli URL YouTube, który mamy, gdzy przeglądamy kanał), a potem skopiować dane ID i skomponować cały adres strumienia. I gotowe.

W podanym przykładzie dostanę ID UCVls1GmFKf6WlTraIb_IaJg, a cały adres kanału RSS skomponuję sobie jako https://www.youtube.com/feeds/videos.xml?channel_id=UCVls1GmFKf6WlTraIb_IaJg. I tyle, mogę śledzić aktywność kanału w czytniku RSS, do tego na spersonalizowanej liście, bez konieczności posiadania konta na YT, a w Reedzerze mogę nawet obejrzeć dany film. Zatem doskonale.

Zakreślacze internetowe i problem w ich wyborze

Sądzę, że wahanie się w wyborze zakreślacza internetowego pomiędzy Glasp a Hypothes.is tylko odbiera mi jakiekolwiek chęci do korzystania z jakiegokolwiek rozwiązania. Dlatego muszę zdecydować się na jedno i raczej przy nim pozostać, choćby nie wiem co. Trudno, to sztuka wyboru i poświęceń. W przeciwym razie ciąglę będę szukał nowych rozwiązań oraz zmieniał te dotychczasowe, podczas gdy mógłbym szlifować przyjęte w danej chwili sposoby pracy z materiałami i notatkami.

W związku z tym obecnie skłaniam się ku Hypothes.is, ponieważ korzystam z niego dłużej (od września 2021 roku), mam więcej zaznaczeń, a nie chcę mieć ich rozproszonych w różnych miejscach (choć i tak staram się na bieżąco je gromadzić w Zotero), nie chce mi się ich przenosić między jednym i drugim i tak dalej; ponadto to bardziej stabilne i przewidywalne narzędzie – Glasp i Memex wciąż są w fazie beta.

Myślę, że Hypothes.is z czasem rozwinie się tak, że będzie mieć takie opcje, o jakich myślę - na swojej roadmapie mają wprowadzenie różnych kolorów zaznaczeń, a także możliwość kopiowania zaznaczeń, notowanie do materiałów wideo. Ponadto chyba ma większą bazę użytkowników. Choć tych polskojęzycznych jeszcze nie spotkałem (co mnie trochę zadziwia).

Zatem na pewno warto zwrócić uwagę na to narzędzie. Na koniec tylko jeszcze dodam, że planuję małe porównanie tych trzech wspomnianych zakreślaczy: Hypothes.is, Glasp i Memex. Każde z nich ma bowiem swoje zalety i wady. Sam najchętniej widziałbym swego rodzaju połączenie ich wszystkich.

27 stycznia 2023

Blogowanie w Bloggerze

Blogowanie w Bloggerze to udręka. Chciałem dodać to, co poniżej napisałem na temat Wikipedii i Waterfoksa.

Ogólnie nie jest to już tak uciążliwe, jak kiedyś, bo mogę sobie przekopiować surowy kod, jednakże dodawanie materiałów graficznych to już istna tortura.

Blogger dodaje grafiki jaki blok div, przy których nie da się dodać podpisu, a jak doda się ten podpis w edytorze wizualnym, to Blogger zmienia całość na tabelę, czego nie mogę pojąć.

Zatem ustawiłem sobie styl elementów figure oraz figcaption w edytorze stylów css w Bloggerze, dodaję teraz normalnie to, co piszę w pliku lokalnym, a potem tylko podmieniam źródło materiału graficznego z pliku lokalnego na to, co generuje Blogger, po dodaniu plików, czyli na dziki url, który wygląda tak (zob. poniżej), że doprawdy nie wiem, gdzie to ląduje i jak jest przetworzone (bo potem te obrazki wyglądają okropnie).

https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgsv2bykjsadGYFc66JfQrzoXCrgdr2BWUo7LpsXHGwVndG4cviIUUkFAUhKBmKTUj7cEfEvJSFriCW1tQFZfs5YYM1lKCDDU2X3dadj_rhFZzB8kOu0McnV5PYAJO8-poaldczvDmBK3EuRYcy8kWq7VVoJcHpeL2B0R9ZX444J2uIxbEj031sVX13/s2295/wikipedia-zrzut-2023-01-27-21.29.30.png

Pomijam już to, że samo dodawanie tego jest również toporne. Może jednak po obmyśleniu sposobu nie będzie to tak uciążliwe, jak dziś.

Czytaj więcej…

Zotero 7 Update

Najnowszy update Zotero, czyli wersja programu oznaczona numerem 7, to doprawdy wielka nowość, mimo że zakres wprowadzonych zmian nie jest t...

Możesz przeczytać jeszcze…