20 maja 2024

Czy blogowanie już umarło?

Pytanie o to, czy blogowanie już umarło, zadaję sobie co jakiś czas. Wciąż nie potrafię jednoznacznie na nie odpowiedzieć. Czy naprawdę jest tak, że po tych kilkunastu latach, gdy media społecznościowe wzięły górę w internecie, nie ma już sensu blogować w tradycyjnym – takim wczesnointernetowym – rozumieniu?

Przeglądam komentarze pod swoim bodajże pierwszym blogiem (Foliałem – udało mi się znaleźć wyeksportowane archiwum) sprzed, nie wiem, kilkunastu lat, może z 2009 lub 2010 roku (sam blog powstał jesienią 2008 roku), a może trochę później, i jest tam tyle ciekawych rozmów, tylu interesujących ludzi, że aż trudno mi uwierzyć w to, że pisząc bardzo nietypowego bloga w tamtym czasie (był znacznie bardziej niszowy niż ten obecny) mogłem organicznie przyciągać uwagę ludzi, z którymi nierzadko korespondowałem poza blogiem.

A dziś?

Obecnie mój blog, Biblionetoteka, który choć, jak wspomniałem, nie jest tak niszowy, jak tamten, to jednak nie przyciąga żadnej uwagi.

Może gdybym prowadził profil na facebooku (co mam jednak za sobą), lub gdzie indziej (może mastodon?), może bym przyciągnął czyjąś uwagę, choć i tak w to wątpię. Tylko według mnie to nie ma sensu, bo co jest moje na facebooku? Wpisy, na których wyświetlanie i tak nie mam wpływu. Wszystko inne, od interfejsu, przez interakcję z ludźmi, jest generyczne i spłaszczone, zredukowane przez wielką korporację i sprowadzone raczej do kapitalizacji uwagi.

Nic z tym nie mogę potem zrobić, bo wszystko wpada w worek bez dna. Jeśli nie spodoba się teraz, to wg tych korporacji nie spodoba się później. To już nawet na YouTube niektóre filmy potrafią po latach gdzieś wypłynąć na powierzchnię i być oglądane. To jednak są zaskakujące sytuacje i traktowane przez ludzi ze zdumieniem.

Odnoszę wrażenie, że internet obecnie się zepsuł – choć to nie taka nowa obserwacja i pewnie też nie zepsuł się sam z siebie, zepsuły go wielkie korporacje, bogaci biznesmeni, którzy z wolnościowymi hasłami na ustach promaują swoje portale.

Pod tym względem ciekawa jest teoria martwego internetu. Internet nie jest już nastawiony na człowieka, na zwykłego człowieka, który chce i tworzy swoje miejsce w sieci. Teraz mamy do czynienia z internetem wielkich korporacji, monopoli cyfrowych, rządząnych logiką kapitalizmu, wyzyskiwania człowieka celem maksymalnego zysku.

Kto na tym zyskuje? Na pewno nie zwykły człowiek, który chce się podzielić ze światem swoim kawałkiem życia.

Niektórym może się udaje i może te osoby mogą powiedzieć, że jednak oni, właśnie w tej swojej normalności, mają swoje miejsce, są zauważeni, robią coś więcej. Według mnie jednak to są pozory. Ludzie w ogólnym rozrachunku wcale nie widzą, w co są uwikłani i jak bardzo są zależni...

Te świadectwa mnie nie przekonują. A tak się składa, że pisząc te słowa trafiłem na film na YouTube why you should have a youtube channel, który ma przekonywać do tego, że każdy może mieć kanał na YouTube. I oczywiście mieć może, tylko nie jest tak dobrze zbudować coś, jeśli ma się naprzeciw siebie niesprzyjającę warunki na takiej platformie jak YouTube.

Kuya Gian, 2024-02-28, why you should have a youtube channel, https://www.youtube.com/watch?v=Jr4G6bZILGQ (2024-03-07)

Podobnie mam z poniższymi blogowymi wpisami, przedstawiającym pewną diagnozę współczesnego internetu.

Harold Jarche wspomina nawet o pewnej nadziei, dotyczącej tego, że blogowanie może powrócić, jeśli ludzie zorientują się, że to dobry sposob na ucieczkę od drapieżnego kapitalizmu wielkich platform społecznościowych, których nie intresuje nasza osobowość i tworzenie wspólnot.

Piękna nadzieja, jednak czy warta utrzymywania w obecnych czasach?

Blogowanie to wspaniała sprawa, nie trzeba mnie o tym przekonywać, tylko wciąż zastanawiam się, czy to jest coś, co wciąż ma znaczenie, coś, co kogoś szerzej interesuje, co integruje ludzi i sprawia, że chcą tworzyć internetowe społeczości? Nie jestem przekonany... Ale może wciąż tak jest.

|

11 maja 2024

Moje początki z Emacsem i porzucenie Obsidiana

Zastananawiałem się nad tym, kiedy poznałem Emacsa i od kiedy tak naprawdę zacząłem z niego korzystać. Ciekawi mnie moje przejście w pracy z tekstem od Obsidiana (którym się zachwyciłem w połowie 2020 roku i porzuciłem jeszcze przed wydaniem wersji 1.0) do Emacsa (który realnie usprawnił wiele zadań, zwłaszcza korzystanie z klawiatury).

Nie odnotowałem tych faktów dokładnie, lecz jak już pisałem na początku roku we wpisie z 2024-01-01, w Emacsie zacząłem logować na początku listopada 2022 roku (loguję tu do dziś). Próbowałem prześledzić drogę pisania na temat Emacsa w Obsidianie, bo tam wówczas gromadziłem większość swojej wiedzy.

Z pewnością na Emacsa wpadłem w połowie 2022 roku. Zaczęło się od zainteresowania Vimem, z którym zacząłem eksperymentować w swojej pracy jesienią 2021 roku, kiedy zaciekawiła mnie obecność skrótów klawiszowych Vima w Obsidianie. Siłą rzeczy, szukając informacji i porad na temat Vima, trafiłem na teksty poświęcone sporom między użytkownikiami Vima i Emacsa — mnie to jednak niezbyt obchodziło, postanowiłem wypróbować też Emacsa.

Ostatecznie do tego programu przekonały mnie właściwie dwie rzeczy.

Po pierwsze, byłem wtedy pod wielkim wrażeniem pracy Protesilaosa Stavrou, znanego jako Prot, który używa Emacsa i popularyzuje wiedzę na jego temat, a także udostępnia swoje materiały i zasoby (notabene dzięki niemu korzystam z fontu Iosevka oraz ciemnego motywu). Zwróciłem szczególną uwagę na jego program Denote, służący właśnie do notowania i gromadzenia wiedzy.

Po drugie, w wyniku czytania o klawiaturach odkryłem i zacząłem oglądać materiały Xah Lee (co ciekawe, trafiłem na niego na Twitterze, czytając wpisy Marcina Wicharego, który pracował wtedy nad książką poświęconą historii klawiatur — Shift Happens). Dodatkowo to, że mogłem oglądać kogoś kto rzeczywiście pracuje z klawiaturą Kinesis Advantage2 i w Emacsie, a nie tylko o tym mówi i nagrywa mało zrozumiałe tutoriale, wydało mi się bardzo ożywcze.

Muszę przyznać, że pomimo swojej ekscentryczności, transmisje Xah Lee są bardzo intrygujące i nierzadko zawierają mnóstwo mało znanych informacji. Poza tym stanowią autentyczne sesje pracy, a nie wyreżyserowane filmy, tak popularne na YouTube, z których ostatecznie niewiele wynika.

Dzięki niemu poznałem tryb pracy w Emacsie jego autorstwa, czyli xah-fly-keys. I to było odkrycie!

Dzięki temu nie tylko przekonałem się do Emacsa, ale też usprawniłem swoją pracę z klawiaturą i w końcu odczułem ulgę w bólu towarzyszącym przy długotrwałych sesjach pisania. Pomogła w tym też klawiatura Ergodox EZ — która nie jest doskonała i optymalna, jednak to najlepsza klawiatura, na jaką mnie obecnie stać, a której używam od początku 2022 roku — oraz program Karabiner Elements.

To wszystko (i pewnie parę innych spraw) złożyło się, że zacząłem poważniej pracować w Emacsie, a także coraz rzadziej zaglądać do Obsidiana, za rozwojem którego już nie nadążałem i którego popularność zaczęła mnie irytować (sam nie wiem dlaczego).

Ostatecznie przejście od Obsidiana do Emacsa nastąpiło na przełomie jesieni i zimy 2022 roku, kiedy postanowiłem zbudować Biblionetotekę, do tego jednak w formie HTML. Emacs wydał mi się do tego doskonałym narzędziem. I tak już zostało.

Do Obsidiana jednakże mam spory sentyment.

W końcu spędziłem w nim mnóstwo czasu, poświęciłem mu wiele uwagi i napisałem większość rozprawy doktorskiej przy jego użyciu, co było tym przyjemniejsze, wiedząc, że autorzy programu inspirowali się pracą Douglasa Engelbarta, który mnie wtedy bardzo fascynował.

Górę jednak wzięła codzienna praktyka. Pisanie tekstu w stabilnym edytorze, który w pełni umożliwia korzystanie wyłącznie z klawiatury, jest dla mnie ostatecznym argumentem za Emacsem. Jednak nie zmienia to faktu, że Obsidian to świetne narzędzie, warte uwagi.

Kiedyś na pewno napiszę szczegółowo, dlaczego wybrałem Emacsa i porzuciłem Obsidiana (choć wciąż z niego korzystam, bo przeglądam starsze notatki i gromadzę zaznaczenia z Hypothes.is), tym bardziej, że na ten temat zacząłem notować już rok temu (i na co ja jeszcze czekam?!).

Zajęcia akademickie z metody Zettelkasten

W Instytucie Filozofii i Socjologii Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie odbywają się zajęcia akademickie z metody Zettelkasten. Myślę, że to ciekawa sprawa i warty odnotowania fakt.

Już jakiś czas temu zauważyłem, że w ofercie APS znajdują się zajęcia fakultatywne o nazwie „Stwórz sobie drugi mózg. Metoda Zettelkasten w praktyce dla studiów pierwszego stopnia”. Prowadzącym zajęcia jest dr Jarosław Maciej Janowski.

Choć o samych zajęciach trudno napisać coś więcej na podstawie opisu przedmiotu, to warto zwrócić uwagę chociażby na pojawiające się odwołania do terminów takich jak Drugi Mózg (Second Brain), czyli koncepcji Tiago Forte, Inteligentne Notatki (Smart Notes), czyli koncepcji opisanej przez Sönke Ahrensa, programu Obsidian, no i oczywiście do tytułowej metody Zettelkasten, czyli metody notowania i gromadzenia wiedzy przypisywanej Niklasowi Luhmannowi.

Interesuje mnie nie tyle sama treść zajęć - tutaj właściwie możemy się domyślać wpisania w popularny trend dotyczący gromadzenia wiedzy, stanowiący mieszankę różnych podejść (tak naprawdę Zettelkasten i Second Brain nie stoją zbyt blisko siebie, choć często są ze sobą kojarzone) - ile rzeczywiste efekty i opinie wśród studentów.

Według mnie studenci powinni docenić takie zajęcia, nawet jeśli to niezobowiązujący fakultet. Pamiętam, że mnie w trakcie studiów brakowało konkretnych informacji i przykładów dotyczących warsztatu badawczego, nawet pomimo takich przedmiotów, jak nauki pomocnicze czy metodologia badań.

Pewnie to też tylko jednostkowy przykład, jednakże napawający nadzieją, że gdzieś ktoś kogoś uczy tego, jak sprawnie uczyć się samemu i zdobywać wiedzę, która posłuży dłużej niż do najbliższej sesji egzaminacyjnej.

Na koniec jeszcze muszę odnotować, że (chyba) poza tokiem akademickiego nauczania o notowaniu i zdobywaniu wiedzy mówi też dr Joanna Karolina Skurzak na swoim kanale YouTube Filozofia jest kobietą. Nawet jeśli robi to po godzinach pracy, to domyślam się, że jako prowadząca zajęcia na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie z przedmiotu „Warsztat cyfrowego humanisty” i tak wspomina o różnych podejściach i narzędziach notowania.

10 maja 2024

Gatunki cyfrowe. Historie mówione (nowość wydawnicza)

Właśnie ukazał się drugi tom książki „Gatunki cyfrowe” Piotra Mareckiego. Po opublikowanej w 2018 roku „Instrukcji obsługi” przyszła pora na „Historie mówione”. Jak więc możemy się spodziewać, jest to — podobnie zresztą jak w przypadku pierwszego tomu — zbiór wywiadów z osobami związanymi z naukowym i artystycznym środowiskiem cyfrowym.

Marecki Piotr, 2024, Gatunki cyfrowe 2. Historie mówione, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków.

W opisie wydawniczym czytamy, że bohaterami i bohaterkami książki są osoby programujące, projektujące, hakujące, tworzące muzykę, grafikę i literaturę w obszarze mediów cyfrowych: Sebastian „Seban” Igielski, Magdalena „Corny” Krawczyk, Mateusz „Jakim” Szymański, Mateusz „Jokov” Osajda, PikkuMyy, Monika Górska-Olesińska, Bartek „V0yager” Dramczyk, Jan K. Argasiński oraz Natalia Balska.

Dzięki temu uzyskujemy okazję do poznania zestawu siedmiu praktyk kultury cyfrowej, takich jak crackscena, moduły, pixel art, literatura grywalna, poezja demosceny, rzeczywistość wirtualna oraz sztuczne sieci neuronowe. Rozmowy są zwrócone w kierunku platform, jakich używają osoby praktykujące do produkcji utworów cyfrowych (Atari, Amiga, Atari ST, Xbox Kinect, Vive, Arduino).

Książka została zrealizowana w UBU labie na Uniwersytecie Jagiellońskim w oparciu o metodologię badań nad platformami Nicka Montforta i Iana Bogosta i wydana nakładem Wydawnictwa UJ.

We wstępie do książki Marecki pisze:

Projektując tę książkę, chciałem opowiedzieć o bliskim mi rozumieniu kultury cyfrowej. Takim, w którym na równi przyglądamy się zjawiskom cyfrowym sprzed paru dekad, jak i współczesnym platformom i artefaktom. W projekcie tym docenione są mniej obecne fenomeny cyfrowego świata, inne od tych najbardziej obecnych i komercyjnych (jak na przykład gry cyfrowe). Faworyzowane są za to z kolei gatunki i praktyki graniczne, hybrydy, krzyżówki, jak literatura grywalna czy poezja demosceny, przy czym gatunki cyfrowe badane są w ścisłym połączeniu z platformą, na którą powstają. Wspólnie z bohaterkami i bohaterami rekonstruujemy lokalny kontekst, wernakularną cyfrowość (vernacular digitality), znajdujemy sposoby, jak afirmatywnie opowiedzieć o zjawiskach wsobnych, endemicznych i odrębnych.
Ze wstępu Piotra Mareckiego

Z kolei w recenzji profesor Marcin Składanek pisze:

Książka jest doskonałym przewodnikiem po niejednorodnym środowisku komputerowej kultury, kroniką jej początków i rozwoju nakreśloną przez jej uczestników i świadków owych przemian. Co istotne, przyjmując jako wyjściową perspektywę praktyka i uczestnika, przekonujemy się po raz kolejny o znaczeniu platformy technologicznej, gdyż to jej zmiany i modyfikacje określają zasadniczą dynamikę historycznych ewolucji cyfrowych gatunków. Owa tytułowa kategoria odsłania szereg paradoksów badania złożonej rzeczywistości postmedialnej. Z jednej bowiem strony przyjęcie dystynktywnego i dzielącego zjawiska pojęcia gatunku wydaje się dyskusyjne wobec płynności i hybrydyczności kultury technologicznej. Stale podsuwane rozmówcom Piotra Mareckiego pytanie o definicję i różnicę gatunkową nastręcza im wiele trudności, wymusza nakładanie na intuicyjnie przez nich wyodrębniane fenomeny jakiejś zewnętrznej oraz nazbyt sztywnej kategoryzacji. Z drugiej jednak strony w niemal każdym przypadku ten wysiłek przynosi istotne zrozumienie omawianych zjawisk. Mówiąc wprost, wyłaniająca się w trakcie rozmów gatunkowość jest określana przez ową adekwatną dla badań współczesnej cyfrowej kultury formułę elastycznej, płynnej, perspektywicznej, opartej na podobieństwach rodzinnych, transwersalnej matrycy mapowania krajobrazu dynamicznych praktyk społecznych. Dzięki temu czytelnik zaopatrywany jest każdorazowo w być może nierzadko ledwo uchwytne i opatrzone dziwnym neologizmem, ale jednak efektywne i niezbędne narzędzie nawigacji po skomplikowanych przestrzeniach demosceny czy meandrycznych terytoriach technologicznych subkultur.
Z recenzji dr. hab. Marcina Składanka, prof. UŁ

Od siebie tylko dodam, że drugi tom nie odbiega znacząco od tego, co znamy z tomu pierwszego. Jest po prostu naturalną kontynuacją podjętego wysiłku zmapowania cyfrowego krajobrazu twórczości rodzimych, czyli naszych, polskich, twórców, zwłaszcza przez pryzmat swoistych, czyli znów naszych, polskich (lub szerzej: środkowoeuropejskich) praktyk, definiowanych i opisywanych poprzez mało znane — a może nawet egzotyczne — gatunki kultury cyfrowej, która obejmuje również obszar praktyk społecznych.

Dlatego książki takie, jak ta, stanowią dobre źródło wiedzy na temat szeroko pojętej kultury, w której mieści się zarówno działalność twórcza, jak i technologia lub warunki ekonomiczno-społeczne.

21 kwietnia 2024

Rieck: dlaczego warto pisać

Bastian Rieck we wpisie Why Write? na swoim blogu pisze o pisaniu jako wyjątkowym narzędziu komunikacji. Udziela tym samym trzech odpowiedzi na pytanie: dlaczego warto pisać.

Odpowiedź pierwsza: pisanie pozwala uporządkować myśli. A to co najważniejsze i co punktuje autor, to fakt, że pisanie pokazuje co rozumiemy, a co nie, ponieważ może nam się wydawać, że coś rozumiemy, ale tak naprawdę tak nie jest i pisanie pozwala nam to dostrzec.

Odpowiedź druga: pisanie angażuje innych z pola tej samej dyscypliny lub z innych obszarów. Jednak myślę, że to nie kwestia pisania, tylko publikowania. Oczywiście, aby publikowanie docierało do ludzi, trzeba dobrze pisać, a żeby dobrze pisać, trzeba pisać.

Odpowiedź trzecia: tekst powinien zawierać, przekazywać pewną opowieść. Opowieść ułatwia zrozumienie treści, przedstawiane zagadnienie. Z jednej strony rada dotyczy stosowania praktyki snucia opowieści, z drugiej strony sugeruje, że pisanie w ten sposób pozwoli udoskonalić warsztat opowiadacza.

I właściwie tyle. Rieck nie rozpisuje się zbytnio. Nawet po przeczytaniu całości stwierdzam, że jedynie pierwsza odpowiedź odnosi się bezpośrednio do pisania. Druga dotyczy skutków pisania, a nie pisania samego w sobie, z kolei trzecia odpowiedź to sprawa właściwości pisania.

Tekst napisałem 2024-02-06, przejrzałem ponownie 2024-04-21.

17 marca 2024

Trudna sztuka zachowania dzieł literatury elektronicznej

Nakładem wydawnictwa Cambridge University Press ukazała się właśnie książka The Challenges of Born-Digital Fiction: Editions, Translations, and Emulations. Jej autorami są Dene Grigar i Mariusz Pisarski.

Publikacja dotyczy tematu dostępności i obiegu literatury elektronicznej, szczególnie przykładów pochodzących z wczesnych faz jej rozwoju, czyli tych zrodzonych cyfrowo, cyfrowo rdzennych (born-digital).

We wstępie wydania internetowego, autorzy zaznaczają, że tym, co wyróżnia przygotowaną publikację, jest wprowadzenie dwóch istotnych elementów dotyczących zachowywania literatury rdzennie cyfrowej (born-digital preservation): przekładu medialnego (media translation) i konserwacji cyfrowej (born-digital conservation).

Co równie istotne, to fakt, że książka dotyka również kwestii obiegu literatury elektronicznej, w jej aspekcie zarówno cyfrowym, jak i materialnym, czyli tym związanym z nośnikiem.

The significance of the project is that it introduces two important concepts relating to born-digital preservation: media translation and born-digital conservation. While other scholars discuss translating and preserving born-digital literature and art, we demonstrate––with many examples––how the form and material context of a born-digital work impact our understanding of its integrity as it migrates across platforms, languages and reading communities.
Grigar Dene, Pisarski Mariusz, 2024, The Challenges of Born-Digital Fiction: Editions, Translations, and Emulations, Cambridge University Press. https://scalar.usc.edu/works/the-challenges-of-born-digital-fiction--editions-translations-and-emulations/abstract (2024-03-17).

Publikacja składa się z czterech części, poświęconych tytułowym zagadnieniom.

  1. Emulation, czyli emulacja dzieła literackiego, a więc przeniesienie utworu do nowego, ale możliwie zbliżonego do pierwotnego środowiska cyfrowego, choć, na co zwracają uwagę autorzy, przyczynia się to do utraty pozajęzykowych elementów dzieła literackiego, związanych chociażby z fizycznym doświadczeniem odbioru;
  2. Migration and Translation, czyli przekład dzieła literackiego, który poza zwykłym tłumaczeniem z jednego języka naturalnego na drugi, zakłada przekład medialny, adaptację cyfrową, również mającą wpływ na rezultat podjętych działań, ponieważ nierzadko wiąże się ze zmianą kodu, platformy, interfejsu;
  3. Editions and Versions, czyli wydania i wersje, co ma znaczenie chociażby w przypadku ustalenia kanoniczności danego dzieła;
  4. Restoration and Reconstruction, czyli ostateczny efekt podjętych prac, a więc udostępnienie zachowanego dzieła, udokumentowanie jego historii, zmian, podjętych działań, czyli raczej to, co bardziej interesuje badaczy literatury elektronicznej, niż jej zwykłych odbiorców.

Zatem, jak już pisze sam Pisarski na łamach magazynu „Techsty”, publikacja odnosi się między innymi do kwestii przekształceń technologicznych, wpływających nie tylko na dzieło literackie samo w sobie, ale również na obieg literatury.

Elektroniczna proza i poezja wraz z rozwojem technologii i zmianą praktyk czytelniczych w świecie cyfrowym poddane są poważnym, często dramatycznym przekształceniom. Nowy system, nowy sprzęt, nowa platforma niemal każdorazowo stawiają autora i czytelnika przed nową sytuacją komunikacyjną: czy utwór wciąż da się czytać tak, jak wtedy, gdy po raz pierwszy pojawił się na komputerowym ekranie? czy arsenał interakcji i paleta multimedialna nie zostały naruszone? czy utwór w ogóle da się uruchomić?
Pisarski Mariusz, 2024.03.14, Wyzwania literatury cyfrowej: edycje, przekłady, emulacje, „Techsty”, https://techsty.art.pl/akt/Wyzwania_literatury_cyfrowej.html (2024-03-17).

Co więcej, a co autorzy wspominają w zakończeniu [Grigar, Pisarski 2024: 75], to nie tylko sprawa rozwoju technologicznego, ale również korporacyjnego interesu.

Stan literatury elektronicznej – a myślę, że internetu i mediów społecznościowych w ogóle – wynika z rachunku opłacalności, a nie autotelicznych wartości. Dlatego tak ważne jest zachowywanie zabytków literatury elektronicznej, do których dostęp możemy utracić z prozaicznego powodu braku obecności w obiegu rynkowym technologii wykorzystanej w procesie tworzenia.

The current state of born-digital literature is always a precarious one endangered not only by technological innovation but also by corporate interests – both of which often outstrip concerns for maintaining cultural heritage.
Grigar, Pisarski 2024: 75

Zachowanie przykładów literatury elektronicznej nabiera dodatkowej wagi, jeśli weźmiemy pod uwagę spostrzeżenie, którym autorzy kończą książkę, dotyczące tego, że mamy jeszcze dostęp do ówczesnej technologii, zarówno urządzeń, jak i oprogramowania, oraz przede wszystkim zdecydowana większość osób, które tworzyły literaturę elektroniczną, wciąż żyje i może służyć pomocą [Grigar, Pisarski 2024: 76].

What we need in order to fulfill the dream of a world that values our cultural history is the recognition that the born-digital literature we are losing is, first, worth saving, and, second, requires attention now while the physical media and hardware are still available to digital preservationists and the artists and publishers who produced them are still among us to guide preservation activities that ensure integrity.
Grigar, Pisarski 2024: 76

W związku z tym warto też zwrócić uwagę na internetowe spotkanie premierowe, które odbędzie się 22 marca 2024, a na którym o książce opowiedzą nie tylko autorzy publikacji – Dene Grigar i Mariusz Pisarski, ale również twórcy literatury elektronicznej, która jest przedmiotem wspomnianej publikacji. Zatem będzie można porozmawiać między innymi z Judy Malloy, Michaelem Joyce'em i Stuartem Moulthropem. Szczegóły w zapowiedzi opublikowanej w „Techstach”.

The Challenges of Born-Digital Fiction jest dostępna właściwie w trzech formach: jednej drukowanej oraz dwóch elektronicznych, jako ebook i jako multimedialny przewodnik opublikowany na platformie Scalar.

Adres biblionetograficzny: Grigar Dene, Pisarski Mariusz, 2024, The Challenges of Born-Digital Fiction: Editions, Translations, and Emulations, Cambridge University Press. https://doi.org/10.1017/9781009181488 (2024-03-17).

18 lutego 2024

Narracja lokacyjna inspirowana twórczością Lema

W Łodzi w ramach stypendium artystycznego miasta powstanie nowy przykład literatury elektronicznej, wykorzystującej możliwości geolokalizacji.

Na stronie portalu Kalejdoskop Łódzkiego Domu Kultury znajdziemy listę laureatów stypendium artystycznego miasta Łodzi. Na liście znajduje się Szymon Szul, który zrealizuje projekt w kategorii liteatura — Gasnące horyzonty.

Jak możemy przeczytać w opisie, jest to „projekt reprezentujący podgatunek literatury elektronicznej oparty na narracji lokacyjnej – inspirowanej twórczością Lema. Czytelnik będzie poznawał fabułę poprzez faktyczne poruszanie się w przestrzeni przy pomocy aplikacji”.

Niestety nie wiadomo na ten temat nic więcej. Z całą pewnością będzie to jednak fantastyczna podróż ulicami Łodzi.

Życzę więc stypendyście powodzenia i owocnej pracy. Mam nadzieję, że projekt uda się zrealizować z powodzeniem i w niedalekiej przyszłości zobaczymy efekty.

04 lutego 2024

Notatki w metodzie Zettelkasten łączy wewnętrzny indeks a nie arbitralnie przyjęte kategorie

Richard z bloga Writing Slowly we wpisie Even the index is just another note napisał na temat łączenia notatek w metodzie Zettelkasten w odniesieniu do zagadnień kategoryzacji i indeksacji notatek.

Zasadniczym punktem wyjścia dla niego jest stwierdzenie, że indeks jest tak naprawdę kolejną notatką.

The subject or category index itself, it turns out, is nothing other than just another note.
„Indeks tematów lub kategorii, okazuje się, niczym innym jak tylko kolejną notatką.” https://hyp.is/h9erwsNREe6pF1M3XatLYg/writingslowly.com/2024/01/26/even-the-index.html

Dzięki temu nie potrzebujemy z góry ustalonych kategorii, według których organizujemy swoje notatki i zbierane informacje.

If even the index is just a note, then you haven’t constrained yourself with pre-determined categories.
„Jeśli nawet indeks jest notatką, to wówczas nie potrzeba ograniczać się z góry określonymi kategoriami.” https://hyp.is/Rhc6ssNSEe67otdnJNADYg/writingslowly.com/2024/01/26/even-the-index.html

Otóż to! Tylko rozwiązanie tego nie wynika z tego, że indeks stanowi notatkę, tylko dlatego, że inaczej organizujemy informację, inaczej, niż na podstawie z góry ustalonego spisu kategorii.

A to właśnie jest istotne: notatki organizują się same, kategorie wyłaniają się z notatek, na drodze ich gromadzenia. Nie ma potrzeby umieszczania notatek w z góry założonych kategoriach, ponieważ to może być niepotrzebne ograniczenie.

Where a piece of information ‘really’ belongs shouldn’t be determined in advance, but by means of the process itself.
„To, gdzie informacja powinna naprawdę przynależeć, nie powinno być określone z wyprzedzeniem, tylko w wyniku samego procesu ich [informacji] gromadzenia.” https://hyp.is/rc40dsNSEe6KJrtfGd9ZNw/writingslowly.com/2024/01/26/even-the-index.html

Kategorie powstają na podstawie gromadzonych informacji, na drodze dostrzegania łączliwości i wspólnotowości informacji (notatek), a nie informacje zostają gromadzone do poszczególnych kategorii, które z góry się zakłada. To drugie rozwiązanie również się wykorzystuje – tak można katalogować źródła, notatki – jednakże w innym celu i w odniesieniu do zupełnie czegoś innego.

Stąd według mnie wynika dyskusja wokół stosowania kategorii w metodzie Zettelkasten. Oczywiście można zastanawiać się, jak organizować wiedzę, aby każdy, kto zna sposób jej organizacji, mógł z niej korzystać. Tylko że w przypadku notatek nie to jest najważniejsze. Najistotniejsze jest, aby gromadzić je dla siebie, a na ich podstawie tworzyć coś dla innych.

13 stycznia 2024

Havron: ręczne pisanie jest równoznaczne myśleniu

Anna Havron (Havron 2024; H24HE) na blogu Analog Office w tekście Handwriting Equals Thinking: Or, Why I Use a Paper Planner napisała, że ręczne pisanie jest równoznaczne myśleniu.

Wpis autorki właściwie można streścić w dwóch istotnych punktach:

  • do myślenia potrzebujemy ciała, dlatego musimy je zaangażować w proces myślowy.
  • metodą zaangażowania ciała w proces myślowy jest ręczne pisanie.

Wniosek płynie z tego dość prosty: aby myśleć - lub raczej myśleć skuteczniej (oczywiście nie jest to absolutne i kategoryczne) - potrzebujemy zaangażować ciało, a najlepszą formą zaangażowania ciała w proces myślowy jest pisanie ręczne.

Ironicznie notatki z tego tekstu sporządziłem odręcznie w Enchiridionie, jednak pracę z nimi, czyli swoisty proces myślowy dokonuję poprzez Biblionetotekę, a więc już elektornicznie, pisząc chociażby ten tekst.

Na marginesie tego tekstu warto jeszcze odnotować dwie kwestie, których autorka nie rozwija. Mianowicie: spacer jako forma myślenia oraz fałszywa obietnica świata cyfrowego.

Pierwsza kwestia nawiązuje do łacińskiej formy maksymy, przypisywanej Diogenesowi, związanej z ruchem jako sposobem rozwiązania problemu - solvitur ambulando. Dosłownie tłumaczy się to jako rozwiązanie poprzez chodzenie, ponieważ Diogenes na stwierdzenie, że ruch nie istnieje odpowiedział tym, że wstał i się przeszedł.

Metaforycznie jednak odczytuje i interpretuje się to różnie. Jednym ze sposobów jest sugestia, że w czasie spaceru, w trakcie ruchu, możemy uporządkować myśli. Wówczas spacer staje się metodą, czy też formą myślenia. To z kolei nawiązuje do tego, o czym pisała Havron.

Zresztą, pisze nawet wprost: Walking is a time-honored aid to thinking; and so is handwriting.

Druga kwestia dotyczy fałszywej obietnicy złożonej przez świat cyfrowy, mówiącej, że nie potrzebujemy ciała do tego, aby myśleć, czyli - rozwijając - myślenie odbywa się w głowie, nie potrzebujemy do tego fizyczności i przestrzeni.

To, że nie do końca tak jest, potwierdzają niektóre badania naukowe (zob. Umejima et al. 2021; Sato et al. 2015; z23/2), o czym wspominałem też we wpisie Moje podejście do metody Zettelkasten. Wzloty i upadki.

Czytaj więcej…

Zotero 7 Update

Najnowszy update Zotero, czyli wersja programu oznaczona numerem 7, to doprawdy wielka nowość, mimo że zakres wprowadzonych zmian nie jest t...

Możesz przeczytać jeszcze…