12 listopada 2018

Rola Electronic Literature Lab dla zachowywania i archiwizowania utworów cyfrowych

Żywotność utworów literatury elektronicznej jest wbrew pozorom krótkotrwała. Wiele za sprawą dynamicznie zmieniającej się technologii, rozwoju technicznego urządzeń, oprogramowania itd. Wobec tego trudno czasem zachować kompatybilność i trwałość utworów cyfrowych w nowych warunkach.

Jednak odpowiedzią na te wyzwania są różne wydarzenia czy instytucje, mające za cel zachowywanie i archiwizowanie e-literatury. Dobrym przykładem jest chociażby Electronic Literature Lab, które - jak już pisałem wcześniej - organizuje sesje Rebooting Electronic Literature. Sięga więc do tych pierwszych, wczesnych utworów cyfrowych, które dziś są już “stare”, które wymagają już osiągnięć archeologii mediów, a więc dostępu do hardware’u i software’u niejako z “epoki”.

Co więcej, przyglądając się obiegowi literatury elektronicznej  w tym kontekście, siłą rzeczy biorę pod uwagę dostępność utworów cyfrowych nie tylko w przypadku osób, które po prostu chcą takie teksty poczytać, ale również w odniesieniu do badaczy, naukowców, którzy podejmują się wysiłku krytycznego opisu tych utworów. Dla obu tych grup dostęp jest utrudniony, choć ci drudzy, dzięki takim miejscom jak ELL, mają szansę na dotarcie do źródeł.

Jednak, że to nie jest do końca możliwe uświadamia Dene Grigar, która w tekście Why a Lab Like ELL Is Needed for Digital Preservation and Archival Research opisała sytuację z hipertekstem Deeny Larsen, zatytułowanym Samplers: Nine Vicious Little Hypertexts - o tym też pisałem. Grigar wprost stwierdza, że badacze, bez dostępu do komputera z odpowiednią stacją do obsługi zewnętrznych nośników danych (np. cd-rom czy stacja dyskietek) nie mają dostępu do utworu Larsen. Problemem może być nie tylko brak odpowiedniego urządzenia do odczytu, lecz również brak pierwotnego nośnika. Inaczej bowiem wygląda sprawa, jeśli weźmie się pod uwagę, że jedyną dostępną w obiegu wersją jest wersja na płycie kompaktowej, podczas gdy jest jedynie formą adaptacyjną wersji dyskietkowej.

Dlatego - jak twierdzi Grigar - takie miejsca jak laboratoria, gdzie gromadzi się wyparte z powszechnego użytku komputery, ze sprawnie działającym systemem operacyjnym, oprogramowaniem, a do tego przechowuje się przykłady literatury elektronicznej zapisane na oryginalnych nośnikach, są potrzebne. Dzięki nim osoby, które mają do nich - znowu! - dostęp, mogą w pełni poznawać przykłady utworów, które w powszechnych warunkach są skazane na cyfrową śmierć i zapomnienie.

____________
Grigar Dene, Why a Lab Like ELL Is Needed for Digital Preservation and Archival Research, http://dtc-wsuv.org/wp/ell/2018/11/12/why-a-lab-like-ell-is-needed-for-digital-preservation-and-archival-research/ (12.11.2018).

10 listopada 2018

Hipertekst Deeny Larsen "Samplers " a obieg literatury elektronicznej

Podczas sesji Rebooting Electronic Literature 9 listopada 2018, podczas której zaprezentowano utwór Deeny Larsen “Samplers: Nine Vicious Little Hypertexts” (1996) uzmysłowiłem sobie ciekawe rzeczy związane z obiegiem literatury elektronicznej i nie tylko.

Wśród różnych myśli pojawiły się trzy następujące:

1) jak ważna jest warstwa kodu w przypadku utworu e-literackiego i że znaczenia ukryte w tej warstwie nie stanowią dodatku, lecz komplementarną cześć - jak przyznała sama autorka, można czytać hipertekst bez owych linkowych struktur tekstowych, jednak nie daje to pełnego obrazu całego utworu;

2) przykład utworu "Samplers" jest przykładem utworu ekskluzywnego (w sensie trudno dostępnego) w swojej wersji kanonicznej (pierwotnej), a więc w wersji na dyskietce na komputery Macintosh - podczas sesji REL autorka odczytywała hipertekst z wersji zapisanej na płycie kompaktowej, która w stosunku do swojej pierwotnej wersji nie jest wiernie odwzorowana, zatem to już wiele mówi o tym, jak funkcjonuje literatura elektroniczna ze względu na swój fizyczny nośnik;

3) w przypadku tego utworu można stwierdzić, że obieg literatury elektronicznej jest dość zamknięty, bo dostęp do wersji kanonicznej hipertekstu jest utrudniony (jeśli w ogóle możliwy) - ale drugą stroną jest fakt, że częścią obiegu e-litu są właśnie takie Traversale, czyli transmisje, podczas których można sobie to obejrzeć, zobaczyć i poczuć choć namiastkę tego doświadczenia.

Cieszę się, że Electronic Literature Lab robi tak świetną robotę, transmituje na żywo takie wydarzenia i że dzięki temu choć przez chwilę mogę poczuć się, jakbym siedział z nimi w Montrealu i próbował zrozumieć e-lit. A to, że prezes ELO, Dene Grigar czyta moje nieco naiwne pytania i na nie odpowiada, to już dopiero fantastyczna sprawa.

Więcej na blogu ElektroLitera.

21 października 2018

Riding the Meridian jako część obiegu literatury elektronicznej

Częścią obiegu literatury elektronicznej są również wszelkiego rodzaju czasopisma, periodyki czy wortale internetowe.

U nas w Polsce nie ma tego wiele. Przyznam szczerze, że choć nie zgłębiałem tego jeszcze zbyt wnikliwie, to poza magazynami "Ha!art" oraz "Techsty" nie pamiętam innych przykładów (może natknąłem się na coś wcześniej, ale teraz nie mogę sobie przypomnieć).

Z kolei w Stanach Zjednoczonych pod tym względem jest (i było) trochę inaczej. Jednym z przykładów e-czasopisma jest Riding the Meridian, który ponadto stał się przedmiotem procesu zachowywania sieciowych zasobów literatury elektronicznej, dokonywanego przez Electronic Literature Organization. Dlatego o nim wspominam, bo właśnie poinformowała o tym Dene Grigar, prezes ELO.

Kiedyś już pisałem o tym, jak krótkotrwałe czy też narażone na cyfrową śmierć są utwory cyfrowe, dlatego różne grupy - w tym przypadku światowa organizacja - podejmują działania, które mają przykłady ważne dla kultury cyfrowej uchronić przed zniknięciem lub spowolnić proces ich wyparcia.

Wpisuje się to również w podtrzymywanie cyrkulacji utworów cyfrowych i wspieranie obiegu literatury elektronicznej. Dlatego mnie to interesuje. Bo w tym kierunku zmierzają moje badania. Tylko, że tyle jeszcze przede mną... xD

Riding The Meridian można szukać pod poniższym adresem: http://www.heelstone.com/meridian

06 października 2018

Dystrybucja produkcji demoscenowych

Internet jest już tak wszechobecny, że mało kto zastanawia się, jak rozpowszechniano treści cyfrowe przed erą sieci. Starsi (ale znów nie tacy starzy) użytkownicy z pewnością kojarzą nie tyle płyty kompaktowe, ile dyskietki - technologię nie tak starą, a jednak już wypartą przez nowsze rozwiązania.

Dziś na karcie pamięci wielkości paznokcia można zmieścić więcej danych niż na dysku twardym niejednego komputera sprzed kilkunastu lat. O cloud computingu już nie wspominam. Mój pierwszy komputer miał dysk o pojemności 4GB. W tej chwili mam iPhone'a, który zmieści 128 GB danych. Komputer zajmował znaczną część pokoju, telefon włożę do kieszeni spodni.

Ale nie o tym miało być. Tak się składa, że w Krakowie w UBU lab 16 października 2018 odbędzie się wykład Łukasza "Zeniala" Szałankiewicza zatytułowany Dystrybucja produkcji demoscenowych w czasach przed i rodzącego się internetu.

Zainteresowało mnie to przede wszystkim dlatego, że badam obieg literatury elektronicznej, który jest związany również z obiegiem utworów cyfrowych. No i zaciekawiła mnie figura swappera, czyli osoby, która odpowiadała za dystrybucję dorobku demoscenerów. W tym kontekście ujawnia to kolejny element obiegu, który - rzecz jasna - zmienił się, gdy Internet stał się bardziej powszechny i wymiana danych stała się znacznie łatwiejsza.

fot. UBU Lab

05 października 2018

Druga odmiana socjologii literatury jako narzędzie badania obiegu literatury elektronicznej

Właściwie jestem dalej niż bliżej. Termin nadsyłania artykułów do "Acta Humana" został przedłużony do końca października, więc chociaż tyle dobrego. Poza tym orka. Bo nie oznacza to, że robota może stanąć w miejscu lub nieco zwolnić, do tego dochodzą dodatkowe obowiązki. Siedzę więc i dłubię, choćby pół godzinny dziennie.

W przypadku moich badań istotna jest druga odmiana socjologii literatury, którą w Słowniku terminów literackich definiuje Janusz Sławiński, a która – łącząc literaturoznawstwo z socjologią – zwraca uwagę na mechanizmy życia literackiego i komunikacji literackiej, czyli warunki społeczne, towarzyszące procesom powstawania, rozpowszechniania i odbierania dzieł literackich, a więc również pola instytucji literackich i aktorów tego pola, m.in. wydawców, księgarzy, bibliotekarzy, w tym także instytucji kontrolujących, jak cenzura, czy przyczyniających się do określonych praktyk literackich, jak mecenat, wspólnoty czytelnicze i tym podobne.[1]

Oczywiście w odniesieniu do literatury elektronicznej jest tego więcej, a także występują nowe formy obiegu czy też nowe ośrodki czy też punkty obiegu. Ale o tym w swoim czasie.

_________
[1] Odsyłam jednak do źródła internetowego, zatem por. Janusz Sławiński, Socjologia literatury [hasło], [w:] Encyklopedia PWN, https://encyklopedia.pwn.pl/…/socjologia-literatury;3977141…(25.11.2017).

O życiu literatury elektronicznej, czyli Traversals: The Use of Preservation for Early Electronic Writing

Literatura elektroniczna jest w znacznie większym stopniu narażona na zniszczenie, utratę, lub cyfrową "śmierć", ponieważ jest uzależniona od dynamicznie zmieniającej się techniki.

O tym, że literatura elektroniczna szybko staje się "martwa" i wypadałoby ją przed tą "martwotą" chronić traktuje książka Stuarta Moulthropa i Dene Grigar, zatytułowana Traversals: The Use of Preservation for Early Electronic Writing. Czytając recenzję Jana Baetensa na leonardo.info, dochodzę do paru wniosków.

1️. Kategoria e-litarności ma tutaj zastosowanie chociażby dlatego, że sugeruje się, że akademicy (czyli w procesie arbitralnej oceny) mają decydować (lub mają ku temu prerogatywy), jakie utwory e-litu zachować, a które na to nie zasługują.

2️. Chodzi o problem kanonu. W recenzji pojawiają się nawet słowa: "Scholars in the field do not seem to have metaphysical doubts on the usefulness of a “canon” and that is a very good thing when quality issues are concerned (no benchmark is even thinkable without a canon)." Przygotowywałem kiedyś materiał na temat ekonomii wyboru, a więc problematyki kanonu w kontekście literatury elektronicznej. Jak widać, moje przemyślenia nie były tutaj bezpodstawne. Kiedyś przedstawię ten problem bliżej.

3️. Według mnie jakakolwiek próba zachowania utworu e-literackiego, a więc dostosowanie go do aktualnego stanu technicznego (czyli do wykorzystywanych w danym czasie urządzeń), będzie swoistą translacją platformową, czyli przeniesieniem utworu z jednego środowiska (platformy, np. z komputerów Atari) do innego środowiska (platformy, np. komputerów PC lub Mac), co pociągnie za sobą wiele innych zmian i różnic. Takie zachowanie będzie więc również adaptacją.

4️. Oczywiście odpowiednie przeniesienie platformowe, transkodowanie, lub adaptacja cyfrowa e-litu może przyczynić się do zwiększenia powszechności tej literatury, a więc także podniesienia poziomu egalitarności. Tylko czy o to chodzi...

29 sierpnia 2018

A Prison Strike jako przykład literatury grywalnej (playable literature)

A Prison Strike to nowość[1]. Właściwie z wczoraj. Zwracam na nią uwagę przede wszystkim dlatego, że została opisana jako game poem, czyli łatwo ją przyporządkować do kategorii elektronicznej literatury grywalnej (playable literature). A tym obecnie się zajmuję.

Gra estetyką nawiązuje do dawnych, prostych gier wideo. Z kolei mechanika opiera się na przemierzaniu dwuwymiarowego świata gry, widzianego niejako z góry, przechodzeniu z miejsca na miejsce, spotykaniu różnych postaci i "rozmawianiu" z nimi. Bohaterem, którym się przemieszczamy za pomocą strzałek klawiatury komputera, jest oko. W grę można zagrać na przeglądarce.

Poszczególne wypowiedzi napotkanych postaci lub elementów gry (bo kwestie pojawiają się nie tylko po interakcji z postaciami) tworzą większy tekst, czyli - jak wynika z opisu - wiersz, który ma zwrócić naszą uwagę na szczególny problem. Chodzi mianowicie o strajk amerykańskich więźniów, którzy wyrażają sprzeciw wobec współczesnym formom niewolnictwa. Zainteresowane osoby mogą poznać szerszy kontekst.



Dodam tylko tyle, że A Prison Strike odnosi się do wydarzeń z kwietnia tego roku, związanych z zamieszkami w amerykańskim więzieniu Lee Correctional Institution. W efekcie tego 7 osadzonych zginęło, a 17 zostało rannych. Warto więc zwrócić na nią uwagę z jeszcze jednego powodu.

Stanowi bowiem przykład gry zaangażowanej (serious game)[2: 315-316], w której dostrzec możemy - jak określił to Ian Bogost - retorykę proceduralną[2: 317], a więc to, że gra niesie ze sobą nie tylko rozrywkę, ale przede wszystkim nowy rodzaj ekspersji, perswazję, publicystykę. Zresztą, przy omawianiu gier zaangażowanych Piotr Kubiński pisze również o grach perswazyjnych (persuasive games) oraz grach publicystycznych (newsgames). Jako przykłady podaje gry: Raid Gaza! oraz Save Israel[2: 320-328].



Gry, zwłaszcza te tekstowe (innymi się nie zajmuję, więc nie mogę nic napisać), są świetnym medium do tego typu działań, do przekazywania informacji, do ukrywania czy przemycania pewnych treści i tak dalej. Nie będę już rozpisywał się na temat tego, że A Prison Strike można jeszcze czytać poprzez kategorię panoptikum, oka i wizualności, tego co widać a czego nie widać we współczesnym świecie, neokolonializmu, imprerializmu, polityczności itp. To już pole do popisu dla innych badaczy.

Więcej informacji o studiu, które wykonało grę oraz więcej ich produkcji można podejrzeć na ich stronie, z kolei gra A Prison Strike dostępna jest online na przeglądarki.

__________
[1] Molleindustria, A Prison Strike, 2018, https://molleindustria.itch.io/a-prison-strike (28.08.2018).
[2] Kubiński Piotr, Gry publicystyczne jako część dyskursu współczesności, [w:] Przekaz digitalny. Z zagadnień semiotyki, semantyki i komunikacji cyfrowej, red. Ewa Szczęsna, Kraków 2015.

23 sierpnia 2018

Ekran kontra papier. Co to za różnica w czytaniu i nauce?

Caroline Myrberg i Ninna Wiberg w artykule Screen vs. paper: what is the difference for reading and learning? pytają, jaka jest różnica między ekranem a papierem, jeśli chodzi o uczenie się i czytanie [1]. Cóż, sprawa tylko z pozoru wydaje się taka prosta, choć jest znakomicie opisana w książce Henninga Lobina, zatytułowanej Marzenie Engelbarta. Czytanie i pisanie w świecie cyfrowym [2].

Patrząc jednak na problem z dwóch stron, widać zarówno pozytywne, jak i negatywne skutki - wiadomo.

Z jednej strony pokutuje wciąż przeświadczenie, że czytanie tekstu drukowanego jest uważniejsze i głębsze (cytując Agnieszkę Przybyszewską [3], będzie to lektura appolińska), z kolei czytanie tekstu z ekranu bardziej powierzchowne, mniej uważne (lektura dionizyjska). Przywołane przez badaczki wyniki badań grupy naukowców (Kretzschmar, Pleimling, Hosemann, Füssel Bornkessel-Schlesewsky, Schlesewsky), mówią, że traktujemy czytanie jako pewną postawę, zachowanie, niż jako mierzalny wysiłek poznawczy podczas czytania - stąd częściej wybieramy tekst drukowany (1: 50).

Na marginesie tylko dodam, że Izabela Strońska w artykule Literatura is not enough... Literatura a media. Perspektywa systemowa [4] zwraca uwagę na stereotypowe podejście do literatury - rozumianej jako przejaw kultury wysokiej oraz mediów - jako przejawu kultury niskiej (4: 35). Przez co, ze społecznego punktu widzenia, czytanie czegokolwiek będzie bardziej akceptowalne niż oglądanie telewizji, czy przeglądanie stron internetowych, nawet jeśli są to miejsca z ambitnymi treściami.

Ponadto cytowane badania Norwegów z 2013 roku pokazują, że dzięki przestrzenności papieru i znacznikom czasoprzestrzennym (spatio-temporal markers), czyli na przykład dzięki temu, że podczas czytania widzimy, ile stron nam zostało, gdzie dokładnie znajdujemy się w książce, lepiej zapamiętujemy czytany tekst, a nawet „dotykanie i przewracanie kartek wspomaga pamięć” (1: 50). Co więcej, Joanna Wrycza-Bekier w książce poświęconej tworzeniu tekstów internetowych[5], pisze, że czytanie z ekranu jest o mniej więcej** 25% wolniejsze niż czytanie z papieru, przede wszystkim dlatego, że „pismo wyświetlane przez monitor jest zwykle niskiej jakości” oraz że „Internet kojarzy się nam z oszczędnością czasu” (5: 33). A według mnie spore znaczenie może mieć również to, że nasze oczy i mózg inaczej reagują na niebieskie światło ekranu, a inaczej na naturalne światło (zakładając, że czytamy w dzień) odbite od papieru. Zresztą, trafiłem kiedyś na wykład Jana Obera z Instytutu Biocybernetyki i Inżynierii Biomedycznej PAN, który mówił o nabywaniu umiejętności czytania z perspektywy neurologicznej (i chyba filozoficznej też), ale jeszcze nie obejrzałem tego materiału [6].

Z drugiej strony, jak piszą szwedzkie badaczki, powyższy problem jest bardziej psychologiczny niż technologiczny (1: 51), ponieważ czytając na przykład teksty elektroniczne w formie ebooków, wciąż traktujemy je podobnie do ich drukowanych wersji. Za to jednak teksty wyposażone w dodatkowe elementy, takie jak materiały audiowizualne, zorganizowane w nieco inny sposób (fragmentarycznie, asocjacyjnie), które dodatkowo pozwalają na wchodzenie w interakcję, sprawiają, że użytkownicy mogą osiągać wyższe wyniki w testach; co więcej uczniowie i studenci chcą totalnego doświadczenia płynącego z udostępnianych im materiałów do nauki (1: 52).

Podsumowując, jednym z wniosków artykułu jest to, że nie można przedkładać słuszności jednej metody nad drugą, ponieważ musi ona iść w parze z indywidualnymi preferencjami. Jeśli ktoś lepiej uczy się i zapamiętuje więcej, czytając tekst drukowany, z takich źródeł powinien korzystać częściej. Z kolei jeśli ktoś inny woli ekran czy to komputera czy innego urządzenia, nie powinien ograniczać się do przestrzeni kartki. Doświadczenie lektury warto urozmaicać. Na końcu badaczki stwierdzają jeszcze, że piśmienność cyfrowa (digital literacy) stanie się podstawową umiejętnością wtedy, gdy testy i sprawdziany będą dostępne tylko w formie cyfrowej (1: 53). A do tego chyba jeszcze długa droga.

Z kolei dla mnie czytanie, w szerokim ujęciu tego pojęcia, to coś więcej, niż zwykłe odczytywanie tekstu. Do tego współcześnie zarówno tekst, jak i czytanie ulegają przedefiniowaniu i już nie znaczą tyle, ile jeszcze 50 lat temu, zatem to już wątek na osobną opowieść...

______
* Tytuł jest moim swobodnym tłumaczeniem tytułu artykułu, do którego się odnoszę w tekście.
** Pomijam tu kwestię, że określenie „mniej więcej” jest mało naukowe, a przy tej informacji brakuje jakiegokolwiek odsyłacza do źródła. Wypadałoby to zweryfikować i potwierdzić. Możliwe, że są jakieś badania na ten temat.


[1] Myrberg Caroline, Wiberg Ninna, Screen vs. paper. What is the difference for reading and learning?, Insights 2015, nr 28(2), s. 49-54, https://insights.uksg.org/articles/10.1629/uksg.236/ (21.08.2018).
[2] Lobin Henning, Marzenie Engelbarta. Czytanie i pisanie w świecie cyfrowym, tłum. Łukasz Musiał, Warszawa 2017.
[3] Przybyszewska Agnieszka, Ku literaturze grywalnej (Kilka uwag wstepnych), Przegląd Kulturoznawczy 2014, nr 2 (20).
[4] Izabela Strońska, Literatura is not enough... Literatura a media. Perspektywa systemowa, [w:] Kody kultury: interakcja, transformacja, synergia, Wrocław 2009, http://www.ifp.uni.wroc.pl/data/files/pub-6716.pdf (20.02.2018).
[5] Wrycza-Bekier Joanna, Webwriting. Profesjonalne tworzenie tekstów dla Internetu, Gliwice 2010.
[6] Ober Jan, Nabywanie umiejętności czytania, jak to robić, by się nie narobić - co znaczy zgodnie z filozofią?, https://youtu.be/JjC7VUeDmYg

10 czerwca 2018

Ewa Szczęsna, Cyfrowa semiopoetyka - propozycja oryginalnej teorii i dyscypliny badawczej

Instytut Badań Literackich wydał nową książkę Ewy Szczęsnej, znanej mi przede wszystkim jako badaczka semiotyki przekazów digitalnych. Książka jest zatytułowana Cyfrowa semiopoetyka i dotyczy tytułowego problemu semiotyki, obecnej w środowisku cyfrowym.


„Znak, którego używają systemy komunikacji cyfrowej, różni się zasadniczo od znaków znanych z innych rodzajów kulturowej komunikacji”. Taką tezę stawia Ewa Szczęsna w swojej najnowszej książce. Jak pisze Zbigniew Kloch, Cyfrowa semiopoetyka jest „propozycją oryginalnej teorii cyfrowej rzeczywistości kultury współczesnej”. Jest także propozycją nowej humanistycznej dyscypliny badawczej, jak zauważa Ryszard Nycz.

To kolejna w tym roku pozycja, obok książki Urszuli Pawlickiej, zatytułowanej Literatura cyfrowa. W stronę podejścia procesualnego, o której pisałem wcześniej, w polskim dyskursie naukowym, poświęcona cyberkulturze, na którą warto zwrócić uwagę.

Ewa Szczęsna to dr hab., prof. nadzw. Uniwersytetu Warszawskiego, która specjalizuje się w zakresie poetyki, semiotyki, perswazji wieloznakowych, multimedialnych i interaktywnych tekstów kultury współczesnej. Napisała następujące książki: Poetyka reklamy (2001, 2003), Poetyka mediów (2007). Jest współautorką i redaktorką Słownika pojęć i tekstów kultury (2002; 2004) oraz tomów zbiorowych, np. Przekaz digitalny. Z zagadnień semiotyki semantyki i komunikacji cyfrowej (2015); Komparatystyka dzisiaj, t. 1: Problemy teoretyczne (2010), t. 2: Interpretacje (2011); a także współredaktorką serii Projekty Komparatystyki.

Czytaj więcej…

Zotero 7 Update

Najnowszy update Zotero, czyli wersja programu oznaczona numerem 7, to doprawdy wielka nowość, mimo że zakres wprowadzonych zmian nie jest t...

Możesz przeczytać jeszcze…